“Cel na walkę, to wygrać” – Tomasz Makowski przed MFC 9

Autor: Marek Grzelka

Zanim zacznę, wypada z szacunku zdjąć czapkę. W tle natomiast powinien na werblu groszkować perkusista. Niekwestionowalny, bezdyskusyjny, niepodważalny Mistrz Tomasz. Multichampion, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich wojowników. Bez wątpienia ikona sportów walki.

Ring announcer w tym momencie zazwyczaj bierze głęboki wdech, bo każda sylaba tego imienia i nazwiska, przepleciona jak warkocz wstążką ksywą “Maku”, powinna być donośna jak rasowy grzmot trafiający w dzwon.

W lipcu lub sierpniu 2005 roku do redakcji, gdzie zacząłem właśnie pisać, wpadł gość, którego znałem bardzo mało, z jednej w sumie partyzanckiej gali na sali gimnastycznej w Nowej Soli. On znał mnie jeszcze mniej. W ogóle.
Po meczu kickbokserskim Polska – Rosja przyniósł zdjęcia, analogowe, do skanowania, bo cyfrówki miały wtedy służby specjalne lub krezusi. Albo przygraniczni złodzieje w szeptanej promocji.  Pogadaliśmy. Zapamiętałem, że kot może mieć niepokojące oczy tygrysa.

W 2009 roku w grudniu zrobił pierwszą, zachwycającą galę MFC w Nowej Soli, podczas której próbował się nauczyć latać Patrick Carta, ale nie wiedzieć czemu, po każdej wycince opadał na ring. W ciągu sześciu ostatnich lat MFC stało się wybitną marką.

No dobra, ale może ciut o zawodniku, który 12 grudnia w Nowej Soli stanie w ringu MFC.

We wrześniu tego roku znów urwał nogę, podczas walki z Federico Romą w Zielonej Górze. Pod znakiem zapytania stała jego grudniowa walka, ale jest gotowy.

Ze zdrowiem jest ok, fizycznie ok, ale wszystko co do ostatnich kontuzji wyjaśni się w ringu. Przygotowywałem sie głównie u siebie w gymie,ale też w Tajlandii, tam trenowałem trochę mocniej. Fizycznie mocno pracowałem do września, potem trzeba było to tylko podtrzymać – mówi Makowski.

Rywalem Maka będzie Tomas Cincik ze słowackiego Fire Gym. – Niezbyt interesowałem się rywalem, wiem, że zawodnicy od Martina Belaka na pewno są mocni – mówi zapytany o rywala.

Fakt, słowacka stajnia to nie zachrystia, nie ma tam ministrantów. Cincik walczył na dobrych, mocnych galach: Kunlun Fight, w Edynburgu, w słowackiej eurolidze muay thai. Jego klub Fire Gym czesto organizuje międzynarodowe campy muay thai, które na pewno nie polegają na tym, by grać w bierki, ma pewno Cincik nie wpadnie do Nowej Soli popływać na statku Laguna albo zrobić selfie z Solusiem.

Zapowiada się ciekawe starcie. Na bank Maku nie wziął sobie Słowaka na odbudowanie, mógłby znaleźć w Polsce setkę pozorantów na sztukę.

Maku mówi jasno: cel na walkę, to wygrać.

A wracając do wspomnianej setki. I profesjonalności. W ciągu tych 10 lat znajomości, w sumie bliskiej, Tomka widziałem tylko raz po alko.

Raz, bo raz śnił mi się pijany.

Marek Grzelka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*