“(…) chyba w końcu, czas na transfer do MMA.” – wywiad z Marcinem Łepkowskim po powrocie z Tajlandii

0
177

Madfight24: Marcin, wracasz powoli do Polski po pięciu miesiącach w Tajlandii. W skrócie to udało Ci się stoczyć 4 walki Muay Thai, zjeść tony ryżu i trenować na najlepszymi w swoim fachu. Zacznijmy od końca – gym, w którym spędziłeś ostatnie 5 miesięcy, Sitsongpeenong to dom między innymi Sitthichaia – najgorętszego obecnie towaru eksportowego Tajlandii jeśli chodzi o K-1. Miałeś okazję popracować z Sitthichaiem na sali? Jak ogólnie wyglądała Twoja treningowa rutyna w gymie?

Marcin Łepkowski: Hej, cześć wszystkim! No to od początku. Treningowa rutyna w campie Sitsongpeenong wyglada nastepujaco:

6:00 – 7:00 -> bieg. O 7:00 zaczyna się pierwszy trening. W dni nie parzyste rano robimy tarcze, w dni parzyste rano robimy sparingi. Trening trwa od 7 do około 8:30/9. Drugi trening zaczyna się o 14 lub 15 i trwa kolejne dwie godziny. Na każdym treningu zazwyczaj są tarcze (rundy 4minutowe i 30s przerwy) oraz klincz i sparingi(czasami tylko boskerskie). W środy i soboty pojawia się trener od przygotowania siłowo wytrzymałościowego. Co zawsze chwale w campie Sitsongpeenong, to to, że Sitthichai nie jest chowany przed wszystkimi daleko w kącie jako superstar, tylko normalnie trenuje i sparuje nawet z początkującymi. Oczywiście miałem okazje nie raz z nim sparować, tymbardziej ze jako zawodnik z europy o troche innym stylu, byłem dla niego świetnym sparing partnerem przed walkami na Kunlun i w Glory. Wydaje mi się, że dlatego też zostałem ponownie zaproszony do Sitsongpeenong. Ale oprócz Sitthichaia, jest tutaj naprawdę dużo innych topowych Tajów. Yodpayak, aktualny mistrz 70kg Lumpinii, Deschsakda który 27 maja będzie walczył o pas Lion Fight w Ameryce, Thongchai który w wieku 19 lat juz miał pasy Lumpini.

Ekipa jest naprawdę, naprawdę mocna.

FB_IMG_1465908486860

Madfight24: Pięć miesięcy na obcym kontynencie, w obcej kulturze i klimacie to sporo. Jak zniosłeś taką zmianę? Dużo czasu potrzebowałeś na zaklimatyzowanie się? Zdarzyły Ci się jakieś przygody zdrowotne, na które tak często narzekają zawodnicy podróżujący po świecie?

Marcin Łepkowski: Z przygód zdrowotnych odpukać wszystko było dobrze, oprócz bakteryjnej infekcji oczu która dorwała mnie na 2 tyg przed walka z Changpuakiem. Ale poradziłem sobie z tym, pomimo ciężkich antybiotyków które przyjmowałem robiłem mnóstwo interwałów aby zachować formę. Bardzo chciałem tej walki, ale nie wolno było mi trenować regularnie, żeby nie zarazić innych. 5 miesięcy to faktycznie długo, czasami miałem już dość ciągle krzyczących trenerów “leo leo”(co po tajsku znaczy szybciej). Ale tak tutaj jest, albo się przyzwyczaisz i to przetrwasz, albo pakuj się do domu i szukaj szczęścia gdzie indziej. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że w tym roku nie poczułem co to znaczy zima :)!

Madfight24: Przez te 5 miesięcy stoczyłeś 4 walki i wracasz do Polski z dwoma zwycięstwami i taką samą liczbą porażek. Pięć walk to dużo, szczególnie biorąc pod uwagę polskie realia. Skąd spływały propozycje? Sam kontaktowałeś się z promotorami, czy to bardziej inicjatywa gymu, w którym przebywałeś? Mógłbyś przybliżyć naszym czytelnikom jak w Tajlandii wygląda rynek gal i walk na nich?

Marcin Łepkowski: Z walkami w Tajlandii sprawa jest prosta, tym bardziej kiedy trenujesz w gymie z Sitthichaiem. Chcą Cię wszędzie, wszędzie da się załatwić walkę. Ogólnie walki organizował mi właściciel campu Sitsongpeenong czyli Tim. Walki w SuperMuaythai były o tyle wygodne, że odbywały się na miejscu w BKK. Byłem raz na Pattaya, porobili mi fotki do MAX Muaythai, mieli mnie wsadzić w jakiś turniej i na obietnicach się zakończyło. Ale, tak właśnie jest w Tajlandii, nie można być niczego pewnym do ostatniego dnia, bo wszystko zmienia się z minuty na minutę. Wiąże się to z lekkim stresem, tym bardziej jak trzeba zbijać po parę kg wagi. Ale, co Cię nie zabije, to Cię wzmocni:)

FB_IMG_1465908469713

Madfight24: Każda walka, przegrana czy wygrana, niesie ze sobą worek doświadczeń. Mądry zawodnik wyniesie naukę zarówno z porażki jak i ze zwycięstwa – to oczywiste. Która z tych czterech walk jest dla Ciebie najcenniejszym doświadczeniem i z jakiego powodu?

Marcin Łepkowski: Najcenniejszym doświadczeniem jest oczywiście walka z Changpuakiem. W życiu nie biłem się z kimś, kto wywierał na mnie taką presje, żebym nie miał nawet sekundy na zastanowienie się co zrobić czy popatrzeć w stronę swojego narożnika w poszukiwaniu jakiejś podpowiedzi. Tajski wyjadacz, wiedziałem, że będzie mega mocny, ale nie poddałem się. Nie przegrałem tej walki przed jej startem, jak wielu ludzi, którzy walczą z Tajami z najwyższej półki. Umiem sobie w głowie wszystko dobrze poukładać, tak aby stres nie paraliżował mojego ciała przed startem. A potem jest już tylko ten moment, kiedy sędzia daje komunikat CHOCK i wszystko inne przestaje mieć znaczenie.

Madfight24: Będziemy męczyć Cię tą Azją bo pokazałeś przez te 5 miesięcy Tajom, że Polacy to nieliche chłopaki i nawet najbledszy z bladych potrafi mocno kopać. Planujesz już ponowny wyjazd? Jak poradziłeś sobie z kosztami wyjazdu i pobytu? [Pomagali Ci sponsorzy ? Jeśli tak to wymień ich, takich ludzi trzeba chwalić głośno.

Marcin Łepkowski: W wyjeździe do Tajlandii pomogła mi przedewszystkim Restauracja Tajska Samui(najlepsze tajskie jedzenie w krk!), ponadto moi lekarze dr Ewa Mizia oraz dr Krzysztof Gryglicki. W barterowej wymianie pomogła mi również firma Bodyhouse, dzieki której miałem odżywki na cały wyjazd i Pitbull Westcoast dzięki którym miałem w czym trenować! Czy planuje kolejny wyjazd do Tajlandii? Nie mówie nie, ale zawsze chetnie się tam wraca.  Od paru dni jestem już w Polsce i tęsknie za tym “dojazdem”, którego tam znowu nienawidze:D Jak zawsze medal ma dwie strony, właściciel campu powiedział, że jestem zawsze mile widziany, dlatego prawdopodobnie skorzystam jeszcze z takiej szansy.

Madfight24: Jakie masz plany na najbliższe miesiące? Przywozisz sporo wiedzy i „know-how” z Azji. Zamierzasz w jakiś sposób dzielić się ta wiedzą w Polsce?

Marcin Łepkowski: Plany na najbliższe miesiące są takie, że teraz chwile odpoczne. Ale będzie to aktywny odpoczynek i w jego czasie będę pracował z moim trenerem Bartkiem Judą nad siłą. Potem, przyjdzie kolej na treningi bardziej siłowo wydolnosciowe, ale przez cały okres Tajlandii nie pracowałem nad siła więc musze to nadrobic. Chciałbym przez wakacje również poprowadzić seminaria z Muaythai w Polsce. Nie ukrywam, że pomogloby mi to przy kolejnych wyjazdach czy przygtowaniach do walk finansowo. Oprócz tego, będę również startował ze szkoleniami, na których będę przekazywał wiedze jak powinno wyglądać przygotowanie zawodnika do startu. No i chyba w końcu, czas na transfer do MMA. Dlatego przez wakacje będę szkolił swój parter i zapasy w Grapplingu Kraków.

 

Madfight24: W tym roku nie widzieliśmy Cię ani na Mistrzostwach Polski, a w konsekwencji także na trwających właśnie Mistrzostwach Świata amatorskiego Muay Thai. Czy oznacza to ostateczną rezygnację z rywalizacji amatorskiej? Czy może, śladem członków „Zbornej” będziesz łączył starty amatorskie z zawodowymi?

Marcin Łepkowski: Starty amatorskie były bardzo dobre do pewnego czasu. Ten czas mija po 25 roku życia, kiedy Twój metabolizm zaczyna powoli zwalniać i ciężko jest już robić wagę na start tego samego dnia. I w razie wygranej, ponownie robić wagę. Zmieniłem podejście, lecąc do Tajlandii ważyłem w granicach 80kg, ale wiedziałem, że chce walczyć do 70kg. Tutaj za pomoc w moim żywieniu i sterowaniu moim organizmem jak grą na Playstation ogromne wyrazy uznania dla Jacka Feldmana.

Madfight24: Na koniec chciałbym poznać Twoje zdanie na temat, który od wielu lat nieodłącznie towarzyszy rywalizacji amatorskiej (i pewnie będzie towarzyszył jeszcze długo), a mianowicie organizacje. Sam startowałeś w IMFA, ale w Polsce mamy też wielu zawodników startujących np. dla WMF. Jako zawodnik, jak oceniasz amatorskie federacje i która jest w Twoim odczucie tą najmocniejszą i czemu?

Marcin Łepkowski: Tutaj nie wiele trzeba akurat oceniać, bo nazwiska mówią same za siebie. Prosze, wymień mi czołowych zawodników WMF, bo szczerze mówiąc to nikogo nie kojarzę.

A w IFMA, chyba znamy wszystkich:

  • Andrei Kulebin
  • Dzmitry Varats
  • Dzimitry Valent
  • Artur Kyshenko
  • Sergii Kuliaba
  • Superborn Banchamek
  • Yodseanklai
  • Artem Levin
  • Artem Vakhitov
  • Vlado Konsky

Te nazwiska mówią same za siebie. I tutaj oczywista sprawa, o wiele trudniej jest zdobyć tytuł MŚ czy ME w IFMA niż w sporcie zawodowym. Wyobraź sobie, że rozlosowali Cie w 67kg i w pierwszej walce masz Kuliabe, potem Kulebina i na koniec Zagauynkova z Rosji. Jak przechodzisz taka drabinke, to faktycznie jesteś NAJLEPSZY NA ŚWIECIE. Takie jest moje zdanie na temat WMF a IFMA.

Dzięki za rozmowę, jeszcze raz gratuluje udanego wyjazdu do Tajlandii i mam nadzieję że jeszcze nie raz będziemy mieli okazję zamienić słowo. Jeśli chcesz komuś podziękować to śmiało.

Marcin Łepkowski: Również dziękuje Ci za wywiad oraz za śledzenie moich walk w Tajlandii. Jeśli podoba Wam się moja osoba jako sportowca, to śmiało możecie mnie śledzić na FB Marcin Lepkowski lub instagramie Lepkowskim. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, trenujcie mocno i do zobaczenia na ringach!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*