Czy popularni sportowcy to prostytutki 2016 – odświeżenie artykułu z kickboxing24.pl

W lipcu 2014 roku, kiedy współpracowałem jeszcze z portalem, który mnie ukształtował w tym co robię – kickboxing24.pl, popełniłem artykuł o tytule

[quote]Czy popularni sportowcy to prostytutki ?[/quote]

Tytuł miał być kontrowersyjny bo i temat zasługuje na uwagę. Pozostał on ciągle aktualny, a patrząc przez pryzmat moich doświadczeń zdobytych od tego czasu, jest jednak trochę lepiej.

[quote]

Typowy polski zawodnik sportów uderzanych stroni od rozgłosu. Taką tezę mogliście przeczytać jakiś czas temu w artykule o przeszkodach jakie stoją na drodze rozwoju kickboxingu w Polsce. Czy to wciąż aktualne? Czy jest „światełko w tunelu” na zmiany w tej kwestii? I przede wszystkim – co jest powodem takiego stanu rzeczy? Postaramy się spojrzeć na ten problem trochę z boku.

Marketing sportowy to nic innego jak szereg działań mających na celu doprowadzenie do sprzedania produktu. Produktem jest tu zawodnik, odbiorców jest dwóch i obaj są tak samo ważni. Pierwszy – nazwijmy go „publika” czyli świadomość kibiców i ten drugi ekskluzywny – organizator/promotor, który zechce „kupić” zawodnika, czyli umieścić go na karcie walk swojej imprezy.

[/quote]

Definicji marketingu sportowego zmieniać oczywiście nie będę, pozostaje ona aktualna. Ale czy polscy kickbokserzy nadal stronią od rozgłosu ? Uważam, że mniej niż w 2014 roku, kiedy pisałem te słowa. Dookoła jakby więcej działań mających na celu autopromocję. To cieszy.

turynski

Ciężko doszukiwać się przyczyny w rozwoju mediów, bo te (Facebook, Wikipedia, media lokalne) były mocno rozwinięte też 2 lata temu. Jest to raczej wynik rosnącej popularności tego typu promowania własnej osoby przez zawodnika. Mówiąc najprościej – im więcej osób to robi tym więcej kolejnych osób się na to decyduje.

[quote](..)odbiorców jest dwóch i obaj są tak samo ważni. Pierwszy – nazwijmy go „publika” czyli świadomość kibiców i ten drugi ekskluzywny – organizator/promotor, który zechce „kupić” zawodnika, czyli umieścić go na karcie walk swojej imprezy.

Dotarcie do pierwszego odbiorcy niejako definiuje zainteresowanie tego drugiego, gdyż dla niego ważny jest także rachunek ekonomiczny wydarzenia, a więc zainteresowanie kibiców. Im bardziej popularny zawodnik – tym większa ilość ludzi zechce obejrzeć jego walkę na żywo. Logiczne.

Dodatkowym typem odbiorcy ekskluzywnego jest sponsor zawodnika, który pokryje koszty przygotowań do walk, wspomoże odżywkami lub pomoże z transportem na miejsce gali. Ale rozpatrujemy go w ten sam sposób co promotora/organizatora.

[/quote]

W kwestii “dotarcia do odbiorców” moja wiedza uległa znacznemu poszerzeniu w porównaniu z dniem, w którym pisałem ten artykuł. Współpraca z organizacją King of Kings oraz z wieloma mniejszymi podmiotami, a także z całą rzeszą zawodników pozwoliła mi spojrzeć na ten temat z zupełnie innej strony.

Dziś już wiem, że w organizacji gal, nawet na najwyższym poziomie, aspekt sportowy to niestety jedynie margines. Oczywiście, nikt nie chce na swoich galach “ogórów”, którzy nie potrafią złożyć akcji, jednak najważniejsze są:

  • bilety
  • oglądalność
  • samopoczucie lokalnej gwiazdy

Idąc tym tropem – większość organizatorów chce po prostu zarobić. I to jest oczywista rzecz, z którą nikt nie dyskutuje. Zawodnicy są niejako narzędziem w drodze to tego celu. Mają przyciągnąć widza i kibiców. Nie oszukujmy się, nikt o zdrowych zmysłach nie sprowadzi najlepszego możliwego przeciwnika z drugiego końca Polski dla kogoś, kto przyciąga na galę setki osób.

[quote]Do zawojowania pierwszej grupy wystarczy w zasadzie odnosić sukcesy na Polskim podwórku. Mistrzostwa Polski, dobre zawodowe walki w Polsce, występy i sukcesy w kadrze. W końcu każdy kibic kickboxingu usłyszy nazwisko zawodnika. Tak więc zawodnik bijąc rywali na swoim podwórku robi wystarczająco dużo by dotrzeć do tej grupy odbiorców.

Jednak to nadal za mało dla promotorów i sponsorów. Jeśli promotor organizuje zawodową galę np nad morzem to liczy, że zawodnicy których wystawi do walki zapełnią mu salę widzami. Czemu miałby wtedy zapraszać nawet rewelacyjnie pasującego do wydarzenia pod względem sportowym zawodnika z południa Polski skoro pojedzie za nim góra kilkanaście osób? Żaden biznesmen tego nie zrobi.[/quote]

90% walk w Polsce i Europie opiera się na założeniu, że lokalny zawodnik ma wygrać. Oczywiście są turnieje, chlubne wyjątki od tej reguły w postaci zaskakujących rozstrzygnięć, ale to jest całe piękno tego sportu.

fot. Graphyozo
fot. Graphyozo

Przykład z ostatnich tygodni to prawie udane zostawienie rewanżu Kasperski vs ElBouni na gali w holenderskim mieście, w którym mieszka Marokańczyk(tym razem w -91 kg). ElBouniemu posypał się przeciwnik i organizator na gwałt szukał zastępstwa 8 dni przed galą. Kilku zawodników walczących na co dzień w -91 kg odmówiło walki z uwagi na krótki okres do przygotowań, ale Dawid zgodził się natychmiast. Po otrzymaniu informacji zwrotnej organizator, który godzinę wcześniej zarzekał się do telefonu, że nie ma najmniejszego znaczenia kto to będzie, byleby chciał walczyć – odmówił zestawienia Ibrahima z Dawidem. Czy należy się mu dziwić? Patrząc z biznesowego punktu widzenia, to nikt nie przyszedłby na tą galę oglądać porażki lokalnej gwiazdy.

dzevad turynski

Lepszy przykład z wczoraj – Turyński rozbija w drobny mak Poturaka. Wcześniej to samo zrobiła Nieroda (dwa razy) bijąc Turczynkę na gali w Turcji i tym samym zabierając jej pas WAKO PRO. Oczywiście dla nas ogromna radość i powód do dumy, ale dla organizatora gali… już mniej. Nie chcę nawet wspominać sytuacji, w której Krzysztof Głowacki nie dostał pasa, bo został on przygotowany ze specjalnym grawerem z okazji 14 obrony Hucka…

[quote]Wspominaliśmy już, że zawodnicy stronią od udostępniania materiałów dotyczących swoich walk w internecie z obawy przed zbyt dobrym rozpoznaniem przez przeciwnika. Błąd. Zawodnik powinien posiadać kanał z doskonale posortowanymi materiałami ze swoich walk lub posłużyć się w tej kwestii kanałem klubu. Jeśli ktoś się uprze by obejrzeć czyjąś walkę to i tak to zrobi bo zawsze jest „ktoś kto wie kto ma nagrane walki z tych zawodów”. To nie jest więc żaden argument.[/quote]

Tu niestety niewiele się zmieniło… Nadal często słyszymy, że zawodnicy albo nie chcą udostępniać nagrań swoich wygranych z obawy przed “rozgryzieniem ich stylu”, a przegranych się wstydzą… Na szczęście internet nie zawodzi, a sami zainteresowani nie mają nic do gadania kiedy nagranie już pojawi się w sieci 🙂

[quote]Największe organizacje na świecie kreują swoich zawodników na gwiazdy. Dbają by mieli nagrania z treningów, profesjonalne sesje zdjęciowe, materiały promocyjne wszelkiej maści. Wiadomo, że do tego potrzebne są znaczne środki, ale wszystko zależy od skali w jakiej chcemy te działania przeprowadzać. Niektóre kosztują tylko czas i chęci.

Znani sportowcy dbają o to by się o nich mówiło bo zdają sobie sprawę, że jest im to potrzebne by dostawać dobre walki tak samo jak poziom sportowy. Czy dbanie o popularność to “prostytucja” i zaprzedanie samego siebie? Dbanie o promocję i rozgłos to klucz do furtki, za którą czekają dobre walki i trudne wyzwania. [/quote]

fot. MMAWIN.com
fot. MMAWIN.com

Pod tym akapitem chciałbym posłużyć się przykładem Pawła Jędrzejczyka, który niedawno zawalczył na gali Glory w Chicago. Śledzę karierę Pawła, choć nie jest to ringowy wirtuoz ani tym bardziej “urodzony talenciak”, to ten tytan pracy osiągnął w zawodowym kickboxingu tak dużo, że czapki z głów… Nie chce pisać laurki na temat Pawła, choć pewnie wiele osób tak to odbierze. Uważam jednak, że jego kariera jest dobrym przykładem, którym zawodnicy powinni podążać w drodze po zawodowe sukcesy.

  • strona internetowa i aktualny profil na Wikipedii
  • kanał na Youtube z aktualnymi materiałami wideo z walk, wyjazdów, treningów
  • profil facebookowy, który żyje nie tylko od walki do walki, ale także “pomiędzy”
  • nie ukrywanie się z porażkami
  • dbanie o sponsorów (patrz punkty 2 i 3)
  • pogodzenie się z zakończeniem amatorskiej kariery na rzecz zawodowstwa

Z tego co mi wiadomo to Paweł sam kontaktuje się z promotorami, matchmakerami i gro walk, które stoczył w swojej karierze, “załatwił sobie” sam. Gdzieś w internetach pojawiały się głosy, że wybór Jędrzejczyka i Makowskiego na kartę walk Glory wyniknął ze względów marketingowych.

OCZYWIŚCIE, ŻE TAK!

Glory ma sztab ludzi, którzy śledzą zawodników w każdym kraju, w którym odbywają się gale (tzw key markets) i na gale tej organizacji nie trafiają ludzie anonimowi (choć czasem tak się nam wydaje, kiedy oglądamy galę – ale oni są anonimowi dla nas, na pewno nie dla lokalnych kibiców). Ci ludzie, odpowiedzialni za dobór zawodników, oceniają jednak na samym początku poziom sportowy danego fightera. Dopiero jeśli ten się zgadza, zaczyna się ocena wartości marketingowej.

fot. Glory
fot. Glory

Nie wiem czy wszyscy widzieliście walkę Pawła, ale mimo ogromnej ilości ciosów jakie zebrał taj nocy od świetnego Richarda Abrahama, Paweł ciągle starał się odpowiadać. Mimo zamroczenia te akcje były składne, tam nie było cepów, łapania się co 15 sekund i “dziwnych nerwowych ruchów”. To jest właśnie to, co matchmarkerzy Glory oceniają na samym początku. Dzięki temu gala Glory, od pierwszej walki undercardu do main eventu prezentuje wysoki poziom. Paweł dostał zaproszenie na galę bo:

  • jest poukładanym i doświadczonym zawodnikiem
  • ma ogromną wartość marketingową

Nie ma co rozwodzić się na tematy “ale jest wielu innych młodych chłopaków, którzy na taką szansę zasługują”. Pewnie, że są tacy. Nawet w kategorii wagowej do 77 kg wymienić kilka nazwisk to nie problem. Jednak ilu z nich dba o swój image zawodniczy jak robi to Jędrzejczyk?

Ostatni akapit mojego artykułu z 2014 roku brzmi identycznie, jak zakończyłbym go dziś, więc zostawię tylko cytat.

Ze sportowym pozdrowieniem!

[quote]

Artykuł ten kieruję do zawodników, Trenerów, przyjaciół i wszystkich którzy mogą mieć jakikolwiek wpływ na działania zawodników. Im dłużej obserwuję scenę kickboxingu w Polsce i na świecie tym bardziej przekonuje się, że nic się nie zmieni dopóki myślenie ludzi się nie zmieni. Ktoś kto wkłada ciężką pracę w treningi i ciągły rozwój ma prawo do zabiegania o popularność i rozgłos co niestety nadal często jest postrzegane przez środowisko jako ta tytułowa “prostytucja”.

[/quote]

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*