Fonfara: – Przed walką z Cleverlym przegrywałem, ale tylko w ping-ponga

Dzięki uprzejmości Filipa Kapicy z ARSKOM GROUP publikujemy wywiad, jakiego Andrzej Fonfara udzielił przed swoją walką z Cleverlym.

Już dziś w nocy Andrzej Fonfara (27 zwycięstw, 3 porażki – 16 triumfów przez nokaut) zmierzy się z Nathanem Cleverlym (29-2-15 KO) podczas gali w UIC Pavilion w Chicago. Polak będzie bronił pasa WBC International wagi półciężkiej. Pomimo dużej stawki pojedynku – „Polish Prince” jest w doskonałym nastroju.

Patrząc na twoje ostatnie wypowiedzi – rwiesz się, żeby już wskoczyć do ringu. W Internecie pojawiło się nagranie z recepcji hotelowej, w której każesz zawołać Cleverly’ego, bo już mógłbyś się z nim bić.
Humory dopisują. Zawsze staram się maksymalnie wyluzować przed walką.  Tylko niech to nikogo nie zmyli – nie tracę w żaden sposób koncentracji. Dużo myślę o taktyce, o tym, co będę robił, kiedy usłyszę pierwszy gong. Z drugiej strony fajnie, że w ostatnim czasie mogłem też spędzić trochę czasu z Arturem Szpilką. Pograliśmy w ping-ponga, wywiązała się rywalizacja. Przegrałem z nim przy stole, więc siedliśmy później do PlayStation. To wszystko brzmi naprawdę luźno, ale nastroje są bojowe.

Przygotowania do rywalizacji wyglądały w pewien sposób podobnie do tych sprzed starcia z Julio Cesarem Chavezem Juniorem. W obu sytuacjach trenowałeś w Houston.
Jeszcze przed pojedynkiem z Adonisem Stevensonem (Fonfara przegrał przed rokiem w Montrealu z nim na punkty – przyp.red) spędzałem czas w górach w Kalifornii. Już przed Chavezem doszło do zmiany – pojechałem do Houston, gdzie spędziłem dwa tygodnie. Teraz w tym samym mieście byłem przez trzy. Przy okazji spotkałem Artura, który tam teraz siedzi. Odświeżyliśmy swoją znajomość, bo boksowaliśmy jeszcze w kadrze Polski. Houston to był dobry czas – zacząłem tam treningi stricte bokserskie, miałem kilku sparingpartnerów. Jestem zadowolony, bo było naprawdę… ciężko. Więc teraz musi być owocnie.

Cleverly ciągle powtarza, że masz atut własnego ringu, a Chicago to twój dom. Odgraża się jednak, że na jego pierwszą walkę w USA przyleci spora ekipa kibiców z Walii. Czy u ciebie też będą goście specjalni?
Oczywiście! Wpadnie na przykład Irek Wyszyński z Legii, z którym od dawna się przyjaźnię. Wszyscy dodają mi z każdej strony dodatkowego kopa motywacji, łącznie ze sponsorami. Chciałbym podziękować firmie POL-Mot Auto i Ursus za nieocenione wsparcie, bo niedawno zostałem ambasadorem tej spółki.

Zaskakujące, że nie atakujesz przed pojedynkiem swojego rywala, nie prowadzisz jakichś gierek. Zestawmy cię np. z takim Chisorą, który cały czas prowokował Witalija Kliczkę, aż wreszcie opluł wodą jego brata Władimira…
Tutaj chodzi tylko i wyłącznie o to, jakim jesteś człowiekiem. Nie ma znaczenia, że zawodowo boksujesz lub uprawiasz jeszcze inną dyscyplinę. Ja zachowuję się po prostu… normalnie.

Zwracasz czasem uwagę na swoje notowania w jakichkolwiek rankingach? Aktualnie w swojej wadze (WBC) jesteś trzeci, a wg. P4P (klasyfikacja bez podziału na wagi, których jest siedemnaście) na boxrec.com zajmujesz 32. miejsce na świecie.
Nigdy nie przykładałem do tego szczególnej uwagi. Wiele razy widziałem sytuacje jak ktoś z dalszych miejsc – typu 30 lub 40 lokata – zbił kogoś wysoko uplasowanego. Rankingi mają w miarę szeregować zawodników. Zadajmy sobie pytanie – czy inni rywale spędzają czas nad tymi notowaniami i je analizują? Wątpię. Trzeba wygrywać, zdobywać pasy, bo to one są prawdziwym wyznacznikiem siły pięściarza.

A propos siły. Dawałeś ostatnio do zrozumienia, że Cleverly zdaje się być zmęczony tym, że musi zrzucić wagę. Jak wyglądało to w twoim przypadku?
Nigdy nie miałem z tym najmniejszych problemów przy odpowiednio rozpisanych treningach. Czasem bywa trochę trudniej, ale przy obecnej diecie poszło gładko. Pozbywanie się zbędnych kilogramów to głównie kwestia psychiki, bo wszystko zależy od twojej wytrzymałości, samozaparcia i koncentracji.

Czy można powiedzieć, że twoja piątkowa walka z Walijczykiem to tak naprawdę dopiero połowa drogi? Twoim celem w dalszej perspektywie jest rewanż z Adonisem Stevensonem.
Zabrzmi to dziwnie, ale ja w tym widzę zarówno początek jak i koniec. Wiem z kim teraz walczę. Nie mam w głowie nazwiska Stevenson, tylko Cleverly, bo skupiam się na najbliższym celu. Później będziemy dywagować. Jeśli wygram, usiądę i wszystko na spokojnie przemyślę. Dałem już parę razy do zrozumienia, że chciałbym znowu stanąć w ringu z Adonisem. Pokombinujemy, jeśli nadarzy się tylko taka okazja.

Stevenson zakłada, że w piątek wygrasz na punkty.
Skoro tak, to musi też zakładać nasz rewanż!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*