„Od zawsze byłem typem niegrzecznego chłopca” – Michał „Matrix” Królik w wywiadzie dla FightExpert Magazine

Michał „Matrix” Królik – Zawodowy i amatorski Mistrz Świata w Kickboxingu K-1 Rules, kilkukrotny medalista Mistrzostw Europy Seniorów, Zdobywca Pucharu Świata Seniorów, wielokrotny mistrz Polski w Kickboxingu Low Kick, K-1 Rules oraz Muay Thai.

Iwona Nieroda: Cześć Michał. Na początek pozwolę sobie zapytać cię o pewien tatuaż na twoim lewym przedramieniu. Mocną, grubą, czarną „krechą” rzuca się w oczy napis „Bad Boy”. Czy ty takim bad boy’em faktycznie w życiu jesteś czy ten tatuaż to raczej „wybryk” młodości?

Michał „Matrix” Królik: Cześć. Napis ten nie jest żadnym wybrykiem młodości, to swego rodzaju przenośnia, przekaz. Ciężko jest się przyznać, ale chyba od zawsze byłem typem niegrzecznego chłopca, a w młodości zdarzało mi się nabroić. Obecnie „bad boy’em” chcę być jedynie w ringu.

To jak to w końcu z Tobą jest? Opinie na twój temat są podzielone. Z jednej strony ludzie Cię lubią i szanują, z drugiej strony mają o tobie niezbyt przychylne zdanie. Jak to się dzieje, że jesteś tak różnie odbierany? Czyżbyś miał dwie osobowości?

Staram się otaczać dobrymi ludźmi, mieć u swojego boku jedynie bliskich i przyjaciół, którzy zawsze stoją za mną murem i to jest dla mnie najważniejsze. A wrogowie? Kto ich nie ma? Ja dodatkowo jako sportowiec muszę się i z tym liczyć.

Ok, powiedzmy, że ta odpowiedź jest satysfakcjonująca. A powiedz skąd wziął się pseudonim „Matrix”?

To było wieki temu. Jako pierwszy w klubie zacząłem wykonywać tą technikę, ktoś kiedyś rzucił hasło no i pseudonim został do dzisiaj.

Teraz przejdźmy już do konkretów. Początek roku jest dla ciebie bardzo udany. Jesteś w dobrej, sportowej formie co potwierdzają wyniki ostatniego, amatorskiego Pucharu Polski K-1 Rules, oraz twoich zwycięskich walk na zawodowych galach „Silesian Professional Kickboxing” oraz „Spartan Fight 2”. Motywacji chyba w 2016 roku Ci nie zabraknie?

Tak, zgadza się. Rok 2016 rozpocząłem bardzo dobrze. Wywalczyłem złoty medal podczas Pucharu Polski K-1 Rules i wygrałem dwa zawodowe pojedynki. Staram się nie zwalniać tempa, przede mną jeszcze kilka amatorskich startów w tym roku i mam nadzieję nie jedna walka zawodowa. Póki zdrowie dopisuje chcę walczyć jak najwięcej, najczęściej, no i zdobywać kolejne trofea. Każda wygrana walka czy amatorska, czy zawodowa powoduje, że chce się jeszcze więcej trenować.

A co z kolejnymi startami? Jaki jest główny cel na ten rok?

Na pewno szykuję się na Mistrzostwa Polski Low Kick i K-1 Rules, a w październiku na Mistrzostwa Europy. To moje główne cele jeżeli chodzi o amatorską arenę uderzanych sportów walki. Propozycje walk zawodowych również się pojawiły, ale póki co nie chcę zdradzać szczegółów, ani zapeszać.

Końcem lutego nasz sportowy, kickboxerski świat obiegła informacja o powstaniu nowej zawodowej grupy „Ultimate Combat Association” (UCA), której jesteś członkiem. Możesz nam coś więcej powiedzieć  na ten temat?

Na chwilę obecną odbyło się jedno oficjalne spotkanie, które było swego rodzaju prezentacją grupy UCA. Cieszę się, że zostałem wyróżniony i mogę być jej częścią, a czas pokaże jak daleko grupa się rozwinie.

Twoim macierzystym klubem jest PACO Team Katowice. Jak długo jesteś jego zawodnikiem? Jak w ogóle trafiłeś na treningi kickboxingu?

Na treningi trafiłem przez przypadek, namówiła mnie koleżanka, to był rok 2005. Jako grupka młodzieży postanowiliśmy zobaczyć czym ten kickboxing jest i odwiedzić słynne „Paco”. Minął miesiąc, dwa, pół roku, a ja z Kasią Jaworską jako jedyni z tamtej grupy zostaliśmy w klubie i trenujemy do dzisiaj. To już prawie 11 lat! Przypadek przerodził się w pasję i sposób na życie.

Nie żałujesz obranej przez siebie drogi?

Mogę śmiało i krótko zadeklarować – nigdy nie żałowałem, nie żałuję i nie będę żałować. Sport jest dla mnie wszystkim.

Co byś teraz robił w życiu gdybyś nie został wyczynowym sportowcem?

Nawet nie chcę wiedzieć w jakim punkcie byłbym teraz gdyby nie kickboxing. Patrząc na moich rówieśników czy to znajomych, czy obcych ludzi mogę być wdzięczny, że moje życie tak się potoczyło.

Powiedz jak układa Ci się współpraca z twoim trenerem Witoldem Kostką, który od kilku lat jest także szkoleniowcem Kadry Narodowej Seniorów w Kickboxingu Low Kick?

Trener Witold Kostka jest dla mnie jak ojciec. Był i jest ze mną zawsze. Pomaga mi nie tylko w treningach, ale również daje wskazówki jak iść przez życie. Jest nie tylko świetnym szkoleniowcem, ale i dobrym człowiekiem. Zawsze mogę na niego liczyć.

Masz dopiero dwadzieścia pięć lat i tak wiele sukcesów na swoim koncie. Które z nich cenisz najbardziej? Którymi się szczycisz?

Doskonale pamiętam początki mojej kariery sportowej. Myślę, że najbardziej cenię start na pierwszych amatorskich Mistrzostwach Świata, które odbyły się w 2008 roku. Do dzisiaj pamiętam również zdobycie pasa Mistrza Świata WAKO PRO z marca 2013 roku.

Pamiętasz swoją pierwszą walkę w karierze?

Jak mógłbym nie pamiętać?! Podjąłem walkę z zawodnikiem o 7 kg cięższym ode mnie i niestety przegrałem, w dodatku przed czasem. Na szczęście walka ta była motywacją do jeszcze cięższych treningów, a kilka lat później, ponownie ze swoim pierwszym ywalem skrzyżowaliśmy rękawice na Mistrzostwach Polski K-1 Rules i tym razem wygrałem pojedynek na punkty.

W to, że jesteś świetnym zawodnikiem nikt nie wątpi. Masz przecież tyle sukcesów, tyle wygranych walk. Ja jednak chciałabym zapytać Cię o walkę, która najwięcej w twojej karierze Cię kosztowała, która przyniosła porażkę i która gdzieś tam mocno zraniła dumę Michała Królika. Podzielisz się nią z nami?

Najcięższy pojedynek stoczyłem w 2012 roku z francuzem Amine Zitouni. Był to twardy 5-cio rundowy bój, w którym do ostatniej sekundy ciężko było wyłonić zwycięzcę. Dodatkowo od 3 rundy walczyłem ze złamaną ręką. Po żadnym pozytywnym werdykcie nie byłem tak szczęśliwy jak wtedy.  Porażka, która w jakiś sposób mnie dotknęła? Chyba przegrana walka z Acą Konovalovem, z którym do dnia dzisiejszego jestem w stałym kontakcie i bardzo się lubimy.

Kto na ten moment jest Twoim największym rywalem patrząc na polskie podwórko kickboxingu i K-1?

Bez zastanowienia  Jan Lodzik. Na chwilę obecną tylko to nazwisko przychodzi mi na myśl i uważam go za godnego rywala. Miałem okazję walczyć z Jankiem podczas Gali DSF i niestety przegrałem na punkty. Po cichu marzy mi się rewanż. Zdecydowanie chciałbym skrzyżować z nim rękawice ponownie.

Z działu rywali przejdźmy do działu idoli. Wzorujesz się na jakimś sportowym „bohaterze”?

Często oglądam walki i śledzę poczynania Buakawa i Masato.

Zawodnikiem Kadry Narodowej jesteś już kilka dobrych lat. Życie podczas obozów reprezentacji Polski jest bardzo ciekawe. Myślę, że niejeden człowiek zapewne marzy, aby móc choć jeden dzień swojego życia spędzić wśród najlepszych polskich kickboxerów.  Mógłbyś opowiedzieć nam po krótce jak wygląda obozowe życie Kadry Narodowej?

Jestem dumny, że mogę reprezentować bialo-czerwone barwy. Co dzieje się podczas zgrupowania? Po prostu ciężko trenujemy po okiem profesjonalistów i szlifujemy formę.

Posiadasz jakąś ciekawą anegdotę lub historię związaną z twoim obozowym lub turniejowym życiem wśród reprezentantów Kadry Narodowej, którą mógłbyś się podzielić z czytelnikami Fight Expert Magazine?

Tego nie da się opisać, trzeba to przeżyć. A wspomnienia niech zostaną w mojej i tylko mojej głowie na całe życie.

Myślę, że teraz czas na istotne pytanie zadane w imieniu damskiej części czytelników naszego magazynu. Czy Michał Królik jest „zajętym” mężczyzną? I wiesz, że nie pytam o czas!

Na chwilę obecną jestem wolny. Iwona, może dasz się zaprosić na kawę?

Michał, jak zawsze jesteś przeuroczy! Kwestię kawy omówimy po udzieleniu wywiadu. Poza tym powoli zbliżamy się już do końca naszej rozmowy. Teraz oddaję ci w zupełności głos. Możesz podziękować lub pozdrowić kogo chcesz.

Zawsze w pierwszej kolejności dziękuję mojemu trenerowi Witoldowi Kostka po prostu za to, że był i jest ze mną każdego dnia. Chciałbym również podziękować moim sponsorom: Football Change, Bequereit, Extreme Hobby, BadHaus, Umami Sushi, Pub Arena, mojej dietetyczce Monice z Zięba Clinic, firmie cateringowej nazdrow@.pl. Dziękuję również mojemu dobremu koledze, który wspiera mnie w tych dobrych i gorszych momentach, Marcin – serdeczne dzięki! Chłopakom z klubu Spartan Chorzów, gdzie jestem trenerem również dziękuję. Paco Team Katowice – jesteście najlepsi!

Dzięki za rozmowę Michał. Życzę Ci dużo sukcesów w 2016 roku.

Również dziękuję. Pozdrawiam wszystkich czytelników Fight Expert Magazine.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*