“(…)po dwóch operacjach różne myśli przychodziły do głowy – może to rzucić, dać sobie spokój? Czwartego dnia zacząłem robić pompki i brzuszki obok szpitalnego łóżka i mi przeszło” – Maciej Domińczak dla FightExpert Magazine

0
118
fot. Studio Multimedialne Marcin Siwek

Medalista Mistrzostw Świata i Europy w Kickboxingu, dwudziestokrotny Mistrz Polski, wieloletni członek Kadry Narodowej Seniorów. Obecnie trener Kadry Narodowej Juniorów Low Kick i K-1 Rules, trener klubu Legion Głogów. Najmłodszy z polskich szkoleniowców, który uzyskał status trenera pierwszej klasy.

Maciej Domińczak
Psaudonim: Dżordżo
Urodzony: 8.05.1981 r.
kat. wagowa: 63,5 kg

timthumb

Iwona Nieroda: Zacznijmy od najprostszego pytania. W jakim momencie kariery jest w tym momencie Maciej Domińczak? Jest bardziej zawodnikiem, trenerem, czy może kimś jeszcze innym?
Maciej Domińczak: Trudne pytanie. Jeszcze jestem zawodnikiem, w pełni trenerem, ale też ojcem, mężem, managerem klubu, człowiekiem, który ma za mało czasu na wszystko to, co chciałby robić.

Zdajesz sobie sprawę, że jesteś dość kontrowersyjną osobą w kickboxerskim środowisku. Jedni Cię kochają, inni lubią, a inni wręcz nienawidzą. Dlaczego tak jest? Czemu wzbudzasz aż tak sprzeczne uczucia?
Kontrowersyjną? Chyba za dużo powiedziane. Nie wiem dlaczego ktoś mnie może nie lubić. Może tylko ci, którzy czegoś mi zazdroszczą np. sukcesów, pozycji, którą wypracowałem. Robię swoje, ciężko zapracowałem na to, co mam i raczej starałem się nie czynić złego nikomu, kogo spotkałem na swoje drodze. Jeżeli ktoś bliżej mnie pozna, dostrzega, że wcale nie jestem taki straszny.

Patrząc z perspektywy tego, jak dużo w życiu robisz wydajesz się być osobą o ogromnym potencjale i niewyczerpanych zapasach energii. Jest bowiem dalej niezakończona kickboxerska kariera zawodnicza, jest zabawa w MMA, jest funkcja trenera Kadry Narodowej Juniorów i klubu Legion Głogów, którego jesteś również założycielem. Udzielasz się w OSP, organizujesz gale zawodowe w Głogowie z własnym udziałem, do tego obowiązki rodzicielskie. Nie za dużo jak na jednego faceta? Może powiesz czego w życiu nie robisz lub jeszcze nie robiłeś?
Rzeczywiście, sporo tego się pojawiło w ostatnich latach i zaczęło mnie to trochę przytłaczać. Staram się wszystko, co robię wykonywać rzetelnie, nie zostawiać niczego niedokończonego, a to wiąże się z dużym nakładem czasu. Oprócz wszystkich tych zajęć doszło jeszcze jedno ważne dla mnie zadanie. Trenować i startować w zawodach zaczęły moje dzieci, a więc kolejne dawki emocji i stresu spadły na moje barki. Jako zawodnik zaczynam wybierać starty, nie pcham się na wszystko, co możliwe, bo po prostu przestało to być realne. Z drugiej strony jest jeszcze kilka rzeczy na mojej liście, które są do wykonania i stąd moja przygoda z MMA. Co do OSP i gal organizowanych w Głogowie, to wszystko dla wiernych, lokalnych kibiców, przyjaciół klubu i ludzi, którzy cały czas mnie wspierają. Chciałem dać coś od siebie i dlatego wystartowałem w Mistrzostwach Polski Służb Mundurowych jako OSP Bytom Odrzański, ponieważ tam mieszkam i choć raz chciałem reprezentować swoje miasteczko. Podobnie było z galą „Legion Fight Night”. Głogowscy kibice mogli zobaczyć mnie i moich zawodników w akcji na swoim terenie.

Czujesz się spełniony w życiu, w sporcie?
Po części tak. Sporo zdobyłem jako sportowiec i jako trener, mam wspaniałą rodzinę. Ciągle jednak szukam nowych wyzwań i sam nie wiem, co mi jeszcze wpadnie do głowy.

Brakuje Ci może jakiejś „blaszki” na szyi, pasa w kolekcji?
Blaszki to mi brakuje, ale chyba w głowie. Niczego mi nie brakuje! Uważam, że łącząc sport z życiem osobistym, wyciągnąłem i tak sporo. Utrzymać się z kickboxingu w naszym kraju to niemały wyczyn, a więc kiedy pojawiły się dzieci, trzeba było zmienić myślenie i zająć się w pierwszej kolejności zapewnieniem bytu rodzinie. Wszystkie medale i tytuły, które zdobyłem w ostatnich latach były okupione wieloma wyrzeczeniami i koniecznością poukładania spraw „na miejscu”. Często pomagali mi sponsorzy, korzystałem również z pomocy rady miejskiej w Głogowie, która bardzo docenia moją pracę z klubem i zawodnikami.

Dlaczego jeszcze nie zostałeś Mistrzem Świata?
Kilka razy było bardzo blisko. Mój były trener mówił, że do pełni sukcesu potrzeba 5% talentu, 5% szczęścia i 90% ciężkiej pracy. Praca była, talent też, zabrakło tylko odrobiny szczęścia.

W ubiegłym roku wywalczyłeś cztery tytuły Mistrza Polski, najpierw w Kickboxingu Low Kick, następnie w K-1Rules, potem w Kick Light i na koniec w Oriental Rules. Czy nie wydaje Ci się, że stałeś się polskim multimedalistą patrząc na kategorię wagową do 63,5 kg?
Chciałem tego dokonać i dokonałem. Nikomu wcześniej nie udało się tego zrobić i tym bardziej jestem dumny z tego wyczynu. To właśnie takimi czynami człowiek zapisuje się na kartach historii, a w zapomnienie idzie ból i wyrzeczenia temu towarzyszące.

Ten rok jest mniej obfity w starty. Dlaczego? Czyżbyś poczuł oddech młodych, ambitnych fighterów na plecach i „zszedł ze sceny” w najodpowiedniej-szym dla siebie momencie?
Mniej obfity w starty? Początek roku – Mistrzostwo Polski Kick-light, marzec – gala w Głogowie i walka o Zawodowe Mistrzostwo Polski Oriental Rules, maj – Puchar Świata w Austrii i złoto w Kick-Light, czerwiec – Mistrzostwa Polski Służb Mundurowych i trzy medale: dwa złote i jeden srebrny. A więc?! To, że rzadziej startuję, jest jak już wspomniałem wcześniej, spowodowane moimi licznymi zajęciami na co dzień i cieszę się z każdego startu, na który mogę sobie pozwolić. Nasza szara Polska rzeczywistość zmusza nas do wiecznego kombinowania i ustalenia co jest dla nas najważniejsze w życiu, a dla mnie jest to rodzina. Jeżeli mogę sobie pozwolić na start w zawodach, bo moja rodzina nie ucierpi na tym zbytnio, wtedy to nie ma problemu.

Kiedy skończysz karierę zawodniczą?
Nie wiem. Czasami brakuje mi sił na ciągnięcie tylu zadań na raz i myślę o tym, żeby zakończyć swoje starty i zająć się w pełni pracą trenerską, klubem, kadrą, rodziną. Niestety dusza wojownika jak na razie nie pozwala mi zawiesić rękawic na kołku. Mam jeszcze kilka zadań do wykonania i wtedy pomyślimy.

Mam wrażenie, że wielu zawodników czeka na twój sportowy koniec?!
Cóż mogę powiedzieć? Tylko słabi czekają na mój sportowy koniec. Prawdziwi wojownicy myślą o mnie bez przerwy, podczas snu, jedzenia, treningu. Szykują się na mnie i chcą mnie pokonać, bo wiedzą, że będą mogli się tym chwalić, ale to nie takie proste.

Który polski zawodnik na przestrzeni tych wszystkich lat startów w ringu, zaszedł Ci najbardziej za skórę, najwyżej postawił Ci poprzeczkę?
Mieliśmy kilka porządnych bitew z Eliaszem Jankowskim, z Kubą Jasionem, w ostatnich latach stoczyłem kilka mocnych pojedynków z Kamilem Szłapką, Jankiem Lodzikiem czy Olkiem Kalickim. Ze wszystkimi moimi rywalami darzymy się wzajemnym szacunkiem, a wysoko poprzeczkę stawia każdy z nich.

Czy jest jakiś moment w twojej karierze, w którym przyszło załamanie, wszystko stanęło do góry nogami, nic nie układało się po twojej myśli? Czy chciałeś kiedykolwiek się poddać i rzucić rękawice w kąt?
Był taki moment dwa lata temu, kiedy mimo kupionego biletu do Brazylii na Mistrzostwa Świata w K-1 nie poleciałem z powodu kontuzji uda. Leżąc kilka dni praktycznie sam na sali w szpitalu, po dwóch operacjach różne myśli przychodziły do głowy – może to rzucić, dać sobie spokój? Czwartego dnia zacząłem robić pompki i brzuszki obok szpitalnego łóżka i mi przeszło.

Wróćmy do tematu twojej kontrowersyjności. Niewątpliwie posiadasz oryginalny, dość silny, ale i trudny charakter, do tego ciekawie się wypowiadasz i jeszcze ciekawiej walczysz. Masz specyficzny, nazwę to ładniej – unikalny styl. Myślisz, że mógłbyś się medialnie i sportowo nieźle „sprzedać”?
Jest więcej takich ludzi jak ja w naszym sporcie. Problemem naszej dyscypliny jak do tej pory był brak ludzi, którzy znają się na promocji, na kontaktach z mediami, ludzi, którzy potrafiliby odpowiednio „sprzedać” nasz sport. Cieszę się, że ostatnimi czasy powstają nowe organizacje jak, chociażby FEN, które mocno promują kickboxing i dzięki nim można nas częściej oglądać w ogólnodostępnej telewizji. Sam w tym roku zorganizowałem galę w Głogowie i wiem, jak ważna jest odpowiednia promocja, szum medialny wokół takiego wydarzenia.

Razem z Łukaszem Rolą prowadzicie Kadrę Narodową Juniorów w Kickboxingu Low Kick i K-1 Rules. Niedawno zakończyły się mistrzostwa kontynentu europejskiego. Jak podsumujesz ten start z perspektywy trenera? Mamy silną „stajnię” czy może odbiegamy poziomem od takich potęg jak, chociażby Rosja?
Mamy bardzo silną „stajnię”! Nasi zawodnicy rok w rok pokazują, że trzeba się z nimi liczyć i jeżeli ktoś trafia na Polaka lub Polkę to wie, że będzie ciężka walka. Już dawno dogoniliśmy Rosjan, jeżeli chodzi o poziom sportowy i jedynie ilość zawodników we wszystkich wagach pozwala Rosji na utrzymanie prymu w klasyfikacji ogólnej. W tym roku w Hiszpanii zdobyliśmy 34 medale tylko w Low Kicku i K-1 Rules. Ciągle podchodzą do nas trenerzy z innych krajów i składają gratulacje za tak silną drużynę. Nasza kadra to jedność, komitywa ludzi z podobną pasją i celami.

Szczerze – jesteś zadowolony z wagi i ilości medali, jakie wywalczyli nasi juniorzy na ME, czy może pozostaje niedosyt?
Oczywiście, że jestem zadowolony! Z drugiej strony – nie wolno stać w miejscu i już myślę co zrobić, aby poprawić wynik w przyszłym roku. Przydałby się sponsor, dzięki któremu można by robić częstsze konsultacje, zgrupowania, a także opłacić wyjazd na Mistrzostwa większej ilości osób. Od jakiegoś czasu pomaga nam w naszych wysiłkach Pan DanielKopaniszyn i oby takich ludzi było jak najwięcej!

1930354_887557231365373_5036480847939459823_n

Jaką sytuację z San Sebastian będziesz wspominał najmilej? Co zapadnie Ci na długo w pamięci?
Taką sytuacją było chyba wspólne wyjście na plażę z moimi podopiecznymi. Super było zobaczyć tych wszystkich wariatów, którzy zapominając o wszystkim, korzystali z chwili i cieszyli się jak dzieci, kąpiąc się w oceanie.

Na pewno zaraz po zakończeniu Mistrzostw Europy dostałeś wiele podziękowań ze strony polskich zawodników, chociażby za możliwość startu, za wiarę, za pomoc w narożniku, za dobre słowo. Dla takich momentów warto być trenerem? Co się czuje w takich chwilach?
Radość z dobrze wykonanej roboty. Takie zawody to ogromne przeżycie dla każdego uczestnika, przygoda na całe życie. Ogromną radość sprawia mi pomoc w urzeczywistnianiu marzeń moich podopiecznych. Wymaga to naprawdę sporo zaangażowania, lecz każda wygrana walka, każdy medal czy tytuł daje tyle radości, że w pełni wynagradza trudy przygotowań. Praca trenera nie jest łatwa, ale ja chyba jestem do tego stworzony.

Zbliżając się do końca naszej rozmowy możesz powiedzieć, dlaczego akurat ostałeś się przy kickboxingu? Była przecież i koszykówka i lekka atletyka, był taniec.
Szukałem sportu, w którym mógłbym być najlepszy, walczyć o najwyższe trofea. Bardzo lubiłem kosza czy taniec, ale te dyscypliny w moim przypadku i przy warunkach jakie miałem, aby się rozwijać nie były zbyt dobre. Dopiero kiedy trafiłem na salkę „Gwardii” Zielona Góra pod oko Tadeusza Dudy wiedziałem, że to jest to. Trener Duda nauczył mnie podstaw, bardzo dobrze metodycznie prowadził treningi i jestem mu bardzo wdzięczny za to, że doprowadził mnie do pierwszych sukcesów. Tak poza tematem to spod ręki Trenera Dudy wyszło wielu znakomitych zawodników walczących po dziś dzień lub prowadzących własne kluby.

Czy za dwadzieścia, trzydzieści lat będziemy nadal spotykać Macieja Domińczaka między linami, w roli trenera Legionu, trenera Kadry Narodowej?
Wszystko wskazuje na to, że tak. Mam sporo energii, którą po zakończeniu kariery zawodniczej na pewno przerzucę na moich podopiecznych. Poza tym środowisko kickbokserów jest bardzo specyficzne. Fantastyczni ludzie, atmosfera. Jak można to zostawić?!

Niektórzy z tej odpowiedzi będą niezadowoleni, ale cóż, taki właśnie jesteś. Nieustępliwy i uparty. Jak się za coś zabierasz, to w stu procentach! Myślę, że to już wszystko, o co chciałam Cię zapytać. Bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas. Jeśli chcesz, na koniec możesz dorzucić kilka słów od siebie lub kogoś pozdrowić.
Pozdrawiam wszystkich miłośników Kickboxingu i innych sportów „uderzanych”.

 

FightExpert Magazin nr 2

Rozmawiała: Iwona Nieroda

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*