“Po moim starciu pewnie wszyscy będą chcieli trenować kickboxing, a innym dyscyplinom spadnie zainteresowanie.” – Marcin Kret przed MFC 9

Autor: Marek Grzelka

23-letni Marcin Kret z wrocławskiego Punchera na gali MFC9 zmierzy się w formule K-1 w wadze do 70 kg z Ayoubem El Guennounim z holenderskiego Petres Gym. To z pewnością będzie jedna z bardziej elektryzujących walk nowosolskiej gali.

Do wrocławskiego klubu Marcin Kret trafił z rodzinnych Gorlic. – Tam stawiałem pierwsze kroki w sportach walki, prawie sześć lat temu. Treningi były prowadzone przez trenerów z “Halnego” Nowy Sącz i odbywały się dwa razy w tygodniu. Gdy sekcja upadła, zacząłem jeździć do Nowego Sącza, a następny krok to Wrocław. To trenerzy z „Halnego” doskonale doradzili mi w wyborze klubu, gdy wybierałem się na studia do Wrocławia. Oczywiście chodzi o Puncher Wrocław, w którym jestem już piąty rok i gdybym miał dokonać wyboru po raz drugi, z pewnością byłby taki sam – mówi o początkach swojej sportowej drogi zawodnik.

Urodzić się w Gorlicach to nie jest dobry wybór, jest to bowiem miasto kowbojów, gdzie pięść wszak szybsza bywa niż myśl, więc po co kombinować. Tamtejsi kowboje, kiedy pęknie im sznurówka, łapią pierwszą lepszą żmiję i przetykają przez oczka w bucie. Prawdziwi kowboje nie jedzą także miodu, oni żują pszczoły.

Szlachetna, góralska natura, znana wszystkim jako miłująca Ojca Świętego oraz słynąca z wróżb meteorologicznych, nie jest jedyną naturą tamtejszych mieszkańców. Kiedy w 2004 roku przez przypadek w nocy wylądowałem w Gorlicach i szedłem przez park, nie spotkałem mężczyzn w kierpcach i kapeluszach grających na skrzypcach, a jedynie grupę czerwonolicych łotrów nastawionych do mnie wysoko niekulturalnie, którzy w ramach powitania na ich gościnnej ziemi zaproponowali mi oklep. Nigdy wcześniej ani później w życiu już tak szybko nie biegłem z plecakiem.

Marcin Kret komentuje tę historię tak: „Gorlickie slumsy. Gorliccy łotrzy to pewnie moi znajomi”.

Nie kryje, że miasto tak zasobne w miłośników prezentowania swoich umiejętności sportowych dawało szerokie pole do popisu. – Na festynach parafialnych nigdy nie brakowało sparringpartnerów. Gorlice to miejsce idealne do wykształcenia charakteru fightera – mówi M. Kret.

Chciałem uciec z Gorlic od ulicznych walk i przeniosłem się do Wrocławia szukając nowego sposobu na życie, spokojne życie, ale przed przeznaczeniem nie uciekłem i trafiłem do Punchera Wrocław. W Puncherze zawsze się śmiali, że jestem “Góralem” – śmieje się M. Kret.

Wspomina też jako mieszkaniec tej ciekawej małopolskiej miejscowości, że kiedyś ugryzła go żmija. Jemu nie stało się nic, ale wąż zdechł. Ale skończmy te historie z Dzikiego Południa.

Zapytany o swój dzisiejszy klub odpowiada, że Puncher Wrocław to miejsce, gdzie znalazł wszystko, co jest niezbędne do rozwinięcia się jako zawodnika. – Od profesjonalnych trenerów, ludzi, motywacji, do niesamowitej atmosfery panującej na sali. Gdy trenujesz w Puncherze, po prostu czujesz, że jesteś w dobrych rękach, a dowodem na to są sukcesy, które odnosimy oraz szybki progres umiejętności. Na sparingpartnerów nie mogę narzekać, trenuję razem z Dawidem Kasperskim, Pawłem Jędrzejczykiem, Adamem Gielatą i innymi zawodnikami, którzy są bardzo zdeterminowani. Często odwiedzają nas zawodnicy z innych klubów – mówi Marcin Kret.

Największe sukcesy do tej pory? – Dwa razy z rzędu zostałem Mistrzem Polski, zdobyłem srebro na Pucharze Świata w Insbrucku i niedawno ugrałem brązowy medal na Mistrzostwach Świata w Belgradzie, z czego jestem bardzo zadowolony, bo nie było łatwo – wylicza.

Największe atuty? – Ostatnie badania wykazały, że mam trzecie płuco, a moim “podwórkiem” jest mocna wymiana ciosów – odpowiada krótko.

Moim sposobem podczas przygotowań jest zawsze ciężka praca. Począwszy od zgrupowania kadry narodowej (sierpień) do teraz stoczyłem pięć walk i miałem przez ten czas ponad tydzień przerwy – mówi o tym, jak pracuje.
Nie zaprząta sobie głowy rywalem. – O swoim rywalu nie wiem praktycznie nic. Widziałem jego zdjęcie na plakacie i czytałem artykuł, że trenuje u jednego z lepszych trenerów w Holandii – wyjaśnia zawodnik Punchera. – Moim planem na walkę jest zawsze wywoływanie presji na przeciwniku, mocne ciosy i wyczerpanie wszystkich zapasów energii, jeśli będzie to konieczne. Po moim starciu pewnie wszyscy będą chcieli trenować kickboxing, a innym dyscyplinom spadnie zainteresowanie – odpowiada na pytanie, czego możemy spodziewać się z jego strony w Nowej Soli.

Marek Grzelka

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*