Quo Vadis kickbokserze z Polski? O kierunku rozwoju K-1 w Polsce

0
189

W moim odczuciu rok 2016 był niejako przełomowy dla Polskiego K-1 i kickboxingu w ogóle. Jaki był kształt tego przełomu i co go spowodowało postaram się nieco przybliżyć Wam w poniższym tekście.

Tego, że kickboxing ma mocną pozycję w Polsce udowadniać nie trzeba. Od wielu lat nasi zawodnicy zdobywają medale i wyróżnienia na najważniejszych imprezach na świecie. Wielu kibiców pamięta postać Marka Piotrowskiego, który sławił nasz kraj na świecie wygrywając wszystko co było do wygrania w najmocniejszej ówczesnej odmianie kickboxingu – Full Contact. Jeśli ktoś nie zna tego Pana zachęcam do przeczytania:

Zaczęliśmy od kickboxingu amatorskiego, który ma w Polsce ogromne znaczenie w szkoleniu młodzieży. Polski Związek Kickboxingu, organizacja z tradycjami i niekończącą się lista sukcesów swoich reprezentantów ma niejako monopol na naszym podwórku. To dobrze. Oczywiście wciąż powstają mniejsze i większe federacje amatorskie, a na świecie odbywają się turnieje mistrzowskie nie tylko pod patronatem WAKO, jednak to PZKB i WAKO jest u nas wyznacznikiem sukcesu. Zawsze będą sytuacje kiedy jednego roku w Polsce przybywa kilku do kilkunastu mistrzów świata/europy jednej wagi i formuły, ale to są sprawy poboczne.

Kickboxing amatorski zawsze przeplatał się z zawodowym. Zawodnicy, którzy odnosili sukcesy na ringu PZKB lub WAKO w bardzo dużej części próbowali też swoich sił w walkach zawodowych. W ramach PZKB odbywają się także walki o zawodowe lub półzawodowe mistrzostwo kraju. I to zawsze była “naturalna kolej rzeczy”. Pretendentów do walk zawodowych zawsze oceniano od strony osiągnięć na Mistrzostwach Polski i zawodnicy nie mający sukcesów na tej płaszczyźnie, a próbujący swoich sił na ringach zawodowych byli krytykowani bardzo mocno. Najczęściej pojawiały się argumenty “chłopcze, powalcz trochę amatorsko zanim weźmiesz się za walki pro” itp.

I tu dochodzimy do istoty przełomu, który obserwujemy. W Polsce pojawia się powoli scena zawodowego kickboxingu nie związana z walkami amatorskimi. Daleki jest do porównywania naszego pięknego kraju do innych i szukania “lepszości” na zachodzie ale w tym wypadku nie mam wyjścia. W Beneluksie, Niemczech czy Maroku kickboxing amatorski praktycznie nie istnieje. To skąd u nich tylu dobrych zawodników? Otóż wynika to z podejścia trenerów, samych trenujących ale także “psychologii tłumu” w danym kraju. W Polsce kickboxing amatorski nadal jest priorytetem dla wielu trenerów i zawodników. Jeśli trener ciągle powtarza, że liczy się tylko start na MP, a w konsekwencji kadra i ME/MŚ to zawodnik w to uwierzy.

Ktoś zapyta – to gdzie się obijać jeśli nie na amatorce? W Polsce w ubiegłym roku umocniło się kilka amatorskich lig sparingowych, na których zawodnicy mogą próbować się w starciach z zawodnikami innych klubów. Jest to między innymi warszawska Granda, wyszkowska liga K2M czy Polska Loga Kickboxingu organizowana przez Witolda Kostkę na Śląsku, a także nowosądecka Euroliga. Zawodnicy mogą wejść do ringu, poczuć te emocje związane z walką “na czyichś oczach” i przede wszystkim – spróbować się z kimś o podobnym doświadczeniu ale szkolonym pod inną ręką. Coraz więcej zawodników w Polsce walczy zawodowo i wygrywa nie mając doświadczenia amatorskiego z Mistrzostw Polski. Więcej – zawsze mogliśmy obserwować zawodników z sukcesami na ringach pro, którzy przegrywali walki amatorskie na MP niemal do zera.

Nie negujmy oczywiście turniejów amatorskich bo jest to ogromny wyczyn sięgnąć po medal na tychże nawet jeden raz. Tam jest kilka walk, trzymanie wagi przez kilka dni i w końcu – najbardziej doświadczeni zawodnicy w kraju. Ale są to zawodnicy często doświadczeni tylko na amatorskim ringu. Walki zawodowe, szczególnie te “na wyjeździe” rządzą się swoimi prawami. Nie chcę się tu zagłębiać w analizę różnic. Już raz popełniłem taki artykuł przy okazji analizy punktacji w tych dwóch “światach”.

Wracając do sedna – świat kickboxingu w Polsce się zmienia. W 2016 roku pierwszy Polak wyszedł na ring Glory. Oczywiście wiele osób stwierdziło wtedy, że to zaledwie jedna walka, na SuperFightSeries i do tego przegrana do zera. Ok, ale od czegoś trzeba zacząć. Za kilka tygodni, znów na SFS w Chicago mamy dwóch Polaków. Czy muszę dodawać, że Polak w karcie głównej jest już tylko kwestią czasu? Idźmy dalej – mamy już całkiem konkretne obłożenie kraju jeśli chodzi o wspomniane ligi sparingowe. Mentalność też się zmienia – tylko ten proces musi potrwać.

Reasumując powyższy wywód – kickboxing zawodowy zaczyna w Polsce żyć w kształcie podobnym do tego z krajów chociażby Beneluksu. Coraz więcej młodych gniewnych nie zdąży nawet stanąć na pudle Mistrzostw Polski, a ma już obicie na zawodowych ringach. W Polsce działają i radzą sobie świetnie organizacje takie jak MFC, czy DSF. Zawodnicy uczą się tego biznesu.

Kolokwializm na koniec – jaram się.

Podsumowanie roku 2016:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*