“Rodzice próbowali zrobić ze mnie muzyka, dlatego w tym samym okresie brałem również lekcje gry na Akordeonie.” Paweł Biszczak – wywiad

Nieprzeciętny zawodnik Polskiej sceny sportów walki, zawodowiec, fighter siejący spustoszenie w ringu – Paweł Biszczak. Człowiek, z którym miałam wyjątkową okazję porozmawiać o jego pasji, marzeniach, charakterze oraz planach na kolejny rok.

Paweł Biszczak
Urodzony: 10.12.1985
kat. wagowa: -75kg,
Najważniejsze osiągnięcia: Zawodowy mistrz Europy WKN i UPKA. Brązowy medalista Mistrzostw Świata K-1 Rules organizacji WAKO oraz Mistrz Świata K-1 Global. Triumfator turnieju Grand Prix Russia Open. Mistrz Polski w Kickboxingu, wielokrotny mistrz Polski w Karate Kyokushin.

 

Iwona Nieroda: Jesteś świeżo po wygranej walce na zawodowej gali Fight Exclusive Night 9 „Go For It”, w której niskimi kopnięciami „low kick” w drugiej rundzie pokonałeś cenionego zawodnika sportów walki Pavla Oboznego z Białorusi. Miał być pojedynek z Turkiem, a tu na dzień przed, niespodzianka w postaci innego rywala. Powiedz, jak zareagowałeś na zmianę przeciwnika i jak oceniasz pojedynek?
Paweł Biszczak: Każde zwycięstwo nad dobrym rywalem sprawia mi wielką satysfakcję. Kiedy na twoją walkę przyjeżdżają kibice i mocno ci dopingują, to jest to bardzo miłe i nie chcesz ich zawieść. Wtedy myślę sobie, że spełniają się moje marzenia z dzieciństwa i że robię to, co lubię. Natomiast zmiana przeciwnika w ostatniej chwili spowodowała dużo zamieszania w mojej głowie, nie jest to zbyt komfortowa sytuacja. Przed walką byłem zdenerwowany. Nie analizowałem przeciwnika, bo już nie było na to czasu. Zaufałem trenerowi, który przygotował taktykę na tę walkę i mocno wierzył w moje zwycięstwo.

Ostatnio borykałeś się z problemami zdrowotnymi, można powiedzieć, że dużo zwróciło się przeciwko Tobie. Kontuzja piszczela, dwa tygodnie spędzone w szpitalu, następnie trzy tygodnie „na antybiotyku” i jakby tego było mało rozcięty łuk brwiowy. Nie myślałeś już o rezygnacji z walki na FEN 9?
Zamiast koncentrować się na przygotowaniach, musiałem walczyć najpierw z chorobą, a potem z kontuzją i dlatego tym razem swoich przygotowań nie mogę zaliczyć do udanych. Na dodatek jeszcze ta zmiana przeciwnika. Czułem się już zmęczony całą tą sytuacją. Trener wtedy powiedział z wielką dozą optymizmu, że jak są trudności od początku, to sam finał będzie udany. Bardzo chciałem tej walki i się nie poddawałem. Ani przez chwilę nie pomyślałem o rezygnacji z udziału na FEN9.

Co teraz? Planujesz odpoczynek czy idziesz za ciosem i szykujesz się już do kolejnych pojedynków?
Miałem ostatnio małą przerwę w startach, więc jestem spragniony kolejnych wyzwań. Po odnowie i krótkim odpoczynku wracam do treningów.

Kiedy będzie można zobaczyć Cię znowu w akcji?
Kolejną walkę stoczę 8 stycznia podczas gali FightExclusiveNight 10 w Lubinie. Niebawem mam poznać swojego rywala.

 

Plany planami, ale teraz pytanie z innej beczki. Jesteś coraz popularniejszy, ale szerokie grono kibiców sportów walki nie wie jak zaczynał Paweł Biszczak, jakie były jego fundamenty. Opowiedz jak trafiłeś na salę treningową karate kyokushin, a potem kickboxingu?
Treningi Karate Kyokushin rozpocząłem w wieku dziesięciu lat pod okiem Krzysztofa Zachwieji w Klubie kierowanym przez sensei Andrzeja Kaczkowskiego. Mimo młodego wieku to była moja świadoma decyzja. Pamiętam, iż chciałem trenować i walczyć jak ”Van Damme”.
Rodzice próbowali zrobić ze mnie muzyka, dlatego w tym samym okresie brałem również lekcje gry na Akordeonie.
Kickboxingiem zainteresowałem się, kiedy mistrzowie Karate Kyokushin Filho i Hug zaczęli odnosić sukcesy w K-1, a wszystko transmitowała stacja Eurosport. Wedy oprócz treningów karate, chodziłem na zajęcia bokserskie do pana Leszka Witkiewicza.
Przełomowym momentem był bal Sportowy w Legnicy. Wtedy to odbierałem nagrodę za dotychczasowe wyniki w Karate Kyokushin. Poznałem wówczas mojego obecnego Trenera Zbigniewa Prycha, który zaproponował mi walki w K-1. Wygrałem Mistrzostwa Polski, a później pojawiły się propozycje walk zawodowych.

Walczyłeś już z wieloma świetnymi zawodnikami ze światowej czołówki. Pochwal się naszym czytelnikom, komu już skopałeś „tyłek”.
Walczyłem z wieloma świetnymi zawodnikami, chociażby u nas w Polsce, bo tu też takich nie brakuje. Natomiast jeśli chodzi o najbardziej znane zagraniczne nazwiska, to na pewno cieszą mnie wygrane z takimi zawodnikami jak np. Reis Luis, Tadas Jonkus, Sergiej Adamczuk, Aleksander Surzhko, Edgar Harutyunyan , Djibril Ehauo, Zakaria Baitar, Malkriado Cruz czy Pawel Obozny. Myślę, że jeszcze parę ciekawych nazwisk by się znalazło.

Który z wyżej wymienionych przeciwników okazał się być najtrudniejszym rywalem w twojej dotychczasowej karierze?
Myślę, że najbardziej odczułem siłę ciosów Dmitra Valenta. Daliśmy dobrą walkę w stolicy Rosji, ale niestety nieznacznie przegrałem. Szkoda, że ten pojedynek odbył się podczas ośmioosobowego turnieju, gdzie po dwóch twardych walkach jednego wieczoru do finału wychodziłem bardzo rozbity i zmęczony. Nie zmienia to jednak faktu, że kopał jak „koń” i zasłużenie wygrał.

Umiesz przegrywać?
Do tego trzeba dorosnąć. Teraz już tak, ale bywało z tym różnie.

Powiedz w takim razie, jaki pojedynek byłby dla Ciebie w tym momencie największym marzeniem i największym sportowym wyzwaniem?
Kiedyś marzyłem o pojedynku z Arturem Kyshenko. To świetny wojownik, który w dodatku walczy bardzo efektownie. Ciekawy jestem tej walki i tego, jak bym się w niej zaprezentował. Chciałbym także zdobyć pas FEN oraz dostać szansę walki w Glory.

Jesteś uparty? Jak w ogóle scharakteryzowałbyś swoją osobę?
Tak, myślę, że jestem uparty. Jest to zarówno moją zaletą, ale także i wadą. W tym sporcie trzeba być upartym i zdeterminowanym w dążeniu do celu. Inaczej nie masz szans na sukces.

Pracujesz w zawodzie strażaka. Ludzie chyba i z tego powodu darzą Cię szacunkiem?
Wielu znajomych strażaków uprawia sport. Musimy być sprawni, bo czasami przy akcji można złapać zadyszkę. System pracy pozwala na – w miarę – profesjonalne przygotowania, choć nie jest łatwo pogodzić pracę z treningami. Ludzie szanują strażaków, bo przecież jesteśmy po to, by nieść im pomoc.

Masz już swój fanklub?
Nie nazwałbym tego fanklubem, ale coraz więcej osób jeździ na moje walki i śledzi moje poczynania. Czuje, że mam „plecy” szczególnie ostatnio, podczas gal, które odbywały się na dolnym Śląsku.

Jesteś bardzo atrakcyjnym mężczyzną, do tego niezłym fighterem i strażakiem. Pewnie nie możesz opędzić się od kobiet?
Poznaję wielu ludzi i nigdy nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów interpersonalnych. Jeśli chodzi o kobiety, nadal szukam tej jedynej.

A więc drogie Panie, Paweł jest wolny! Dobra, schodzę już z tematu kobiet. Powiedzieć czy Paweł Biszczak często czuje presję przed zawodami, czy pojedynkami zawodowymi?
Staram się nie rozbudzać w sobie poczucia presji. W początkowej fazie swojej kariery sportowej wmawiałem sobie, że muszę wygrać i w tym był problem. Wówczas poziom stresu niepotrzebnie wzrastał. Dopiero kiedy zrozumiałem, że walczę dla siebie, bo to bardzo lubię i nic nie muszę, tylko chcę, przestałem odczuwać presję.

Czy jest w sporcie stójkowym coś, co Cię głównie ciągnie w jego stronę? Dlaczego nie kariera w MMA?
Wiele osób mnie o to pyta, ale nie wszystkim się MMA jako sport musi podobać. Szanuję i podziwiam fighterów trenujących tę dyscyplinę, ale zdecydowanie bardziej podobają mi się pojedynki K-1. Dlatego walczę i trenuję tę formułę.

Kto jest twoim sportowym idolem?
W dzieciństwie był nim Van Damme (śmiech). Teraz interesują mnie biografie ciekawych ludzi, wybitnych sportowców, ale jeszcze żadna osobowość nie zaimponowała mi na tyle, abym nazwał ją swoim idolem.

Jak długo planujesz być jeszcze zawodnikiem? Nie masz czasem dość? Myślałeś kiedykolwiek o zakończeniu swojej kariery sportowej?
Były takie momenty i trudne chwile w życiu osobistym. Na szczęście, wróciłem na odpowiednie tory, a sport i pasja zwyciężyły. Jeśli chodzi o treningi, zdarzają się lepsze i te słabsze dni. Jednak po każdym kolejnym zwycięstwie nabieram nowych sił i chęci do podnoszenia swoich umiejętności i rywalizacji sportowej.

Planujesz startować jeszcze amatorsko, czy w pełni skupiasz się już na walkach zawodowych?

Lubię często walczyć, wtedy czuje się silny i bezpieczny w ringu. W mojej karierze dość szybko i naturalnie przyszedł czas, kiedy zrozumiałem, że nie mogę we wszystkim uczestniczyć. Kadra Narodowa to duży zaszczyt, który mnie w życiu spotkał. Najpierw jako karateka, potem jako kickboxer reprezentowałem Polskę na zawodach najwyższej rangi międzynarodowej. Nie mogę zapominać jednak o pracy zawodowej, a amatorstwo to nieustanne wyjazdy na zawody i obozy sportowe, na które coraz częściej brakuje mi czasu.

Co przyniesie Ci 2016 rok?
Rok 2016 zapowiada się pracowicie. Pierwszy start już 8 stycznia. Nie chcę wybiegać daleko w przyszłość i koncentruję się na tej najbliższej walce. Mam jednak przeczucie, że może być to rok, w którym sięgnę po swoje marzenia sportowe, o których wcześniej wspominałem.

Dzięki za rozmowę. Na koniec możesz powiedzieć kilka słów od siebie.
Dziękuję. Pozdrawiam wszystkich czytelników FightExpert Mazagine oraz sympatyków sportów walki.

Iwona Nieroda

foto: fen-mma.com

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*