Siła i hart ducha czy głupota? Andy Ristie chciał odzyskać pas z rozciętą dłonią

fot. Glory

Andy Ristie na swoim profilu na Facebooku napisał, że w walce z Robinem van Roosmalenem przewalczył 5 rund z kontuzją dłoni. Dziękując sowim fanom za wsparcie i wiarę dodaje, że starał się (wraz ze swoim sztabem) zrobić wszystko by pozbyć się bólu do walki, ale nie udało się i ostatecznie przełożyło się to na jego postawę w ringu. Przed walką widzieliśmy też, że Andy miał zmieniane rękawice. Według portalu Kickboxingplanet.com (źródło zbliżone do samego zawodnika, gdyż Roy zna się z Andym osobiście) było to spowodowane własnie bólem dłoni.

ristie

“(…) mimo to nadal chciałem walczyć gdyż jestem wojownikiem.”

Zdarzają się sytuacje, że zawodnik odnosi kontuzję w trakcie walki, a mimo to kończy ją, często także zwyciężając. Zdarzają się przypadki kiedy (szczególnie w turniejach rozgrywanych na jednej gali) zawodnik nie powinien wychodzić do drugiej walki, jednak robi to nie bacząc na obrażenia jakie odniósł w poprzednim starciu. Jednak w obu tych przypadkach winę można zwalić na adrenalinę, która skutecznie blokuje odczuwanie bólu.

W przypadku walki o pas mistrzowski Glory pomiędzy Ristie, a van Roosmalenem kontuzja Surinamczyka “wydarzyła się” jeszcze przed walką. Faktem jest, że Andy Ristie walkę przegrał. Od pierwszych sekund nie pokazywał tego, do czego nas przyzwyczaił. To nie był ten Ristie, który wygrywał z Petrosyanem i van Roosmalenem jednej nocy. Czy zatem powinien wychodzić do tej walki wiedząc, że jest kontuzjowany, a ból nie daje się stłumić?

Moim zdaniem nie. Jestem wielkim fanem Surinamczyka, uwielbiam jego nieszablonowość i nieprzewidywalność, a także podziwiam sposób w jaki się rozprawia z rywalami. Jest to zawodnik czysto ofensywny. On nie potrafi walczyć w defensywie. Nie musi, bo jego walki nieczęsto toczą się na pełnym dystansie. Jednak tym razem czuję się oszukany jako kibic.

Andy Risite nie pokazał hartu ducha i postawy wojownika wychodząc do tej walki z kontuzją. Pokazał najzwyklejszą głupotę. Oczywiście możemy rozważać okoliczności, rangę walki i czas od ostatniego treningu do walki. Jednak uważam, że na tym poziomie nie powinny dziać się takie rzeczy. Kibice (w tym ja) czekali na tą walkę. Spodziewali się fajerwerków, pojedynku “połamanego” i “tańczącego w ringu” Ristiego ze “starą szkołą holenderskiego kickboxingu” van Roosmalena.

Oczywiście ogromne brawa dla Holendra, bo zasłużył sobie na ten pas, a kontuzja Ristiego nie ujmuje mu nawet grama zasługi.

Jeśli Glory wiedziało o tej kontuzji nie powinno dopuścić do walki.

Jeśli Glory nie wiedziało o tej kontuzji powinno ukarać Ristiego.

Jeśli kibice czekają na walkę tej rangi – powinni dostać to w najlepszej jakości. Czyli z zawodnikami mogącymi (i chcącymi) dać z siebie wszystko.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*