„Sporty walki mają w sobie coś pięknego” – Róża Gumienna [wywiad]

Róża Gumienna – zawodniczka wrocławskiego Punchera, przez niektórych nazywana „Pierwszą Damą” federacji FEN, amatorska mistrzyni Świata w kickboxingu oraz doktorant na wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego.

Ostatnio, miałam okazję porozmawiać z kobietą, która jest idealnym przykładem na to, iż można być świetną kickbokserką, a przy tym piękną kobietą, której nie brakuje inteligencji, błyskotliwości i osobistego uroku – z Różą Gumienną.

Iwona Nieroda: Sądząc po opisie twojej osoby, można wysnuć wniosek, że jesteś bardzo zapracowaną osobą. Nadal studiujesz, pracujesz, prowadzisz szkolenia, do tego sama trenujesz. Jesteś zawodniczką Kadry Narodowej K-1 Rules, coraz częściej walczysz zawodowo. Sporo tego wszystkiego nie sądzisz? Jak udaje Ci się pogodzić tak wiele obowiązków i przy okazji tego osiągać tak spore sukcesy w sporcie?

Róża Gumienna: Zgadza się, czasami sama mam takie wrażenie, a niczego nie chciałabym zaniedbać. Muszę selekcjonować rzeczy ważne od najważniejszych i spokojnie realizować swoje plany. Oczywiście sport jest w grupie rzeczy najważniejszych i to nie podlega żadnej dyskusji. Treningom przypisuję najwyższą wagę w ciągu dnia, staram się wszystko tak planować, aby iść na trening w miarę możliwości wypoczęta, skoncentrowana i zmotywowana do pokonywania wysokich obciążeń. Priorytety niezmiennie od kilku lat są takie same i na razie takie pozostaną.
Niestety w Polsce na razie nie jesteśmy na tym etapie, gdzie można byłoby się poświęcić tylko walkom w Kickboxingu i K1 – a to z pewnością byłby wymarzony scenariusz. Mam nadzieję, że niebawem się to zmieni, ponieważ popularność sportów walki z roku na rok rośnie.

W 2013 roku sięgnęłaś po najwyższe sportowe trofeum w rywalizacji amatorów – Mistrzostwo Świata Seniorów w Kickboxingu Low Kick. Jak wiele znaczy dla Ciebie ten sukces? Czy było ciężko Ci go wywalczyć?

Wygrana na Mistrzostwach Świata w Brazylii to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaka przydarzyła mi się w życiu. Ten tytuł znaczy dla mnie naprawdę wiele. W każdym pojedynku walczyłam ze swoją przeciwniczką, ale i z własnymi słabościami. Na Mistrzostwa Świata pojechałam w kiepskiej kondycji zdrowotnej, mimo wszystko wygrałam i to pokazało mi, że człowiek bardzo mocno zdeterminowany może dokonać cudów. Ten sukces był przełomowy w mojej karierze sportowej pod dwoma względami. Tytuł Mistrzyni Świata zmotywował mnie do jeszcze cięższej pracy, ale i dodał wiary w swoje możliwości. Dodatkowo właśnie w 2013 roku rozpoczęłam swoją karierę na zawodowym ringu.

W roku ubiegłym w Serbii zrezygnowałaś z rywalizacji Low Kick i na mistrzostwach Świata wystartowałaś w formule K-1 Rules. Z tej imprezy nie wróciłaś ze złotem na szyi. Co zawiodło? Czy uważasz, że zmiana formuły wyszła Ci mimo wszystko na dobre?

Formułę zmieniłam już dwa lata temu, podczas Mistrzostw Europy i nie uważam, żeby to była zła decyzja. Dobrze czuję się walcząc w formule K1. Ciężko mi jednoznacznie powiedzieć co wydarzyło się w Serbii, byłam dobrze przygotowana i w walce z reprezentantką gospodarzy nie czułam się gorsza. To ja narzuciłam tempo walki, byłam tą agresywniejszą ze stron. Być może zawiodła taktyka, a może myślami byłam już na FEN 9. Nie lubię się tłumaczyć, ale niecierpliwie czekam na rewanż, czy to amatorski na neutralnym gruncie, czy zawodowy – gdzie walka wygląda nieco inaczej i punktowane są mocne i konkretne ciosy.

Mamy 2016 rok. Przed Tobą amatorskie mistrzostwa Europy w Turcji, a także wiele innych turniejów w kraju i poza jego granicami. Na co obierasz głównie cel? Co w tym sezonie jest dla Ciebie sportowo najważniejsze?

Jeśli chodzi o starty amatorskie, to z pewnością kluczowe mogą się okazać Mistrzostwa Polski K-1, podczas których chciałabym obronić tytuł. Jeśli to mi się uda, to prawdopodobnie otrzymam powołanie na Mistrzostwa Europy podczas których będę walczyć o kwalifikację na World Games 2017 – a więc o najwyższe cele amatorskie w mojej dyscyplinie. Po drodze chciałabym stoczyć walki na turniejach zagranicznych rangi Pucharu Świata bądź Europy. Jednak to będzie uzależnione od kalendarza moich zawodowych startów, które niestety mogą się częściowo pokrywać.

Twoja kariera rozpoczęła się dosyć szybko i dosyć szybko wkroczyłaś na sportowe „salony”. W środowisku jesteś już mocno rozpoznawalna. W promocji Twojej osoby na pewno pomogły także występy dla federacji FEN. Powiedz nam coś więcej o twojej ciągle posuwającej się w przód karierze.

W sporcie funkcjonuje tak naprawdę od 8 roku życia, ale faktycznie w Kickboxingu potoczyło się wszystko dość szybko i dynamicznie. Miałam dobre podstawy motoryczne, ponieważ wcześniej trenowałam karate i lekkoatletykę. Jednak to Kickboxing przewrócił moje życie do góry nogami. Późno zaczęłam starty, bo już jako seniorka. Miałam świadomość, że wiele muszę nadrobić, dlatego trenowałam ciężej niż inni, przekraczałam wiele swoich fizycznych barier i poświęciłam dużo z życia prywatnego, aby być w tym miejscu, w którym obecnie jestem. Stawiałam sobie stopniowo coraz wyższe cele. Małymi kroczkami, ale do przodu.
Co do walk dla federacji FEN. One spowodowały, że więcej osób wie czym się zajmuję i mogę prezentować się szerszej publiczności. Powoli spełniają się moje marzenia. Za co oczywiście jestem niezmiernie wdzięczna włodarzom organizacji i mam nadzieje, że zarówno ja, jak i FEN dalej będziemy się dynamicznie rozwijać. Mam sporo planów i nadziei związanych z walkami zawodowymi w kraju, jak i zagranicą. Uważam, że drzemie we mnie jeszcze siła i potencjał, aby walczyć coraz lepiej.

Czy coś powinno nas zaskoczyć w niedługim czasie? Będą kolejne walki? Jakieś nowe kontrakty leżą na twoim biurku?

Nic nie powinno państwa zaskoczyć. Dalej będę robić to, co robiłam dotychczas. W najbliższym czasie pewny wydaje się być mój start na Fight Exclusive Night 12 we Wrocławiu oraz jednej z gal FEN w drugiej części roku. Jednak zanim to nastąpi, 1 kwietnia stoczę również walkę dla nowej i ciekawej organizacją poświęconej tylko i wyłącznie walkom kobiecym – Ladies Fight Night w Łodzi.

Coraz częściej słyszy się, że jesteś „pierwszą damą FEN”. Możesz się do tego w jakiś sposób odnieść?

Jest to bardzo miłe określenie mojej osoby, jeden z ciekawszych komplementów, jaki słyszałam w swoim kierunku. W zasadzie nie pamiętam, kto był twórcą „pierwszej damy FEN”, ale z pewnością zamierzam swoimi walkami i postawą bronić tego tytułu.

Wróćmy teraz do początków Twojej kariery. Klub, w jakim teraz trenujesz, nie jest twoim klubem macierzystym. Powiedz spod czyich „skrzydeł” się wywodzisz?

Moim klubem macierzystym jest Fighter Wrocław 1992 gdzie wraz z trenerem Tomaszem Skrzypkiem stawiałam swoje pierwsze kroki w twardych formułach K1. Trener Tomasz jako pierwszy uwierzył w moje możliwości, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Współpracując z Tomaszem Skrzypkiem sięgnęłam po Mistrzostwo Świata, trzy Puchary Świata, kilkukrotnie po Mistrzostwo Polski. Mam nadzieje, że to nie koniec i jeszcze wiele jest przed nami.

Jak to się w ogóle stało, że taka piękna kobieta trafiła na salę sportów walki? Nie chciałaś pójść w ślady starszej siostry i zająć się modelingiem?

Piękno to kwestia bardzo subiektywna i myślę, że nie ma co rozpatrywać mojej osoby i dyscypliny sportu, jaką uprawiam w takich kategoriach. Wszystko, co robimy w życiu musi współgrać z naszym profilem osobowości, dążeniami. Wiele rzeczy w życiu robiłam, zawsze byłam sprawna fizycznie, brałam udział w rywalizacji w innych dyscyplinach. Jednak nic nie sprawiało mi takiej satysfakcji jak walki K-1. Kocham ciężko trenować i weryfikować przepracowany cykl treningowy w ringu. Czasami bywa ciężko, ból, mało wolnego czasu, osłabiony organizm, ale sporty walki mają coś pięknego w sobie – są próbą charakteru i siły. Z siostrą mamy bardzo dobry kontakt, to piękna i inteligentna kobieta, ale w wielu kwestiach się różnimy. Dzięki czemu możemy się dzielić poglądami, doświadczeniami i wzajemnie od siebie uczyć. Malwina ma swój wybieg i piękne kreacje, ale i ja mam to wszystko – podest prowadzący do ringu jest moim wybiegiem, a kreacje od Extreme Hobby mam zawsze niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju.

Dlaczego zmieniłaś klub z Fightera Wrocław na Puncher Wrocław?

Wszystko w życiu się zmienia i kiedyś kończy. Wiele razem z trenerem Tomaszem Skrzypkiem przeszliśmy. Bywało różnie, choć generalnie wychodziliśmy na plus. Mimo wszystko przyszła pora na zmiany, ale wiele pięknych wspomnień pozostanie.

Jak współpracuje Ci się z trenerem Januszem Janowskim?

Pod okiem trenera Janusza Janowskiego trenuje już od ponad roku i myślę, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Poznajemy się na płaszczyźnie trener – zawodniczka. Mamy pewną koncepcję na to, jak mam walczyć, co trzeba zmienić i nad czym muszę szczególnie pracować. Najważniejsze jest to, że zarówno mnie, jak i trenerowi zależy na wynikach i dobrych walkach toczonych na całym świecie. Trener chce, aby jego zawodnicy się rozwijali co udowadnia swoim ogromnym zaangażowaniem. Podsumowując współpraca póki co przebiega pomyślnie i mam nadzieje efekty naszej ciężkiej pracy zobaczycie państwo niedługo.

Z twoim byłym trenerem Tomaszem Skrzypkiem nie ma nici nieporozumienia czy żalu? Jesteś nadal jego zawodniczką w Kadrze Narodowej, którą wraz z Tomaszem Mamulskim prowadzi od kilku dobrych lat. Jak układa się ta współpraca?

Nie ma między nami żadnego nieporozumienia ani żalu. Oczywiście rozstanie nie było proste, ponieważ pozostaje ogromny sentyment, mieliśmy ze sobą dobry kontakt i rozumieliśmy się czasami bez słów. Przez lata treningów nie sposób było w rozmowach pomijać życia prywatnego. Znamy swoje słabości, ale i mocne strony.
Z trenerem Skrzypkiem oficjalnie rozstałam się w styczniu, więc tak naprawdę, to mój początek kadrowej przygody jako Puncher Wrocław. Jednak myślę, że wiele się nie zmieni i współpraca z trenerem Tomaszem Skrzypkiem i Tomaszem Mamulskim będzie równie dobra i profesjonalna jak dotychczas, a może nawet i lepsza.

Teraz przejdźmy do tego, co ma wydarzyć się w 2017 roku. Wrocław będzie organizatorem Olimpiady Sportów Nieolimpijskich „Combat Games”. Jakie masz plany i nadzieje związane z tym wydarzeniem?

Bardzo chciałabym się zakwalifikować na tak dużą i prestiżową imprezę. Kwalifikacją do tego turnieju są Mistrzostwa Europy odbywające się pod koniec roku 2016. Tak naprawdę to World Games 2017 są moją główną motywacją do walk amatorskich. Jeśli znajdę się już w rozpisce Igrzysk to na pewno zrobię wszystko, aby godnie reprezentować Polskę i nie wrócić do domu z pustymi rękoma.

Przejdźmy teraz do tego, co robisz pozasportowo. Odnajdujesz się w roli nauczyciela, wykładowcy? Lubisz to bardziej od walki?

Walki sprawiają mi w życiu największą satysfakcję i gdybym tylko mogła to nie robiłabym nic innego tylko trenowała jeszcze ciężej i walczyła częściej. Odnajduję się jako wykładowca, tym bardziej, że prowadzę chociażby zajęcia z teorii treningu sportowego na AWF we Wrocławiu, tak więc cały czas krążę wokół sportu. Muszę rozgraniczać bycie wykładowcą i zawodniczką. Działam dwutorowo, żeby życie mnie nie zaskoczyło i przy ewentualnej kontuzji móc się odnaleźć w społeczeństwie i nie załamać.

Co Cię kręci w życiu oprócz sportu? Masz jeszcze jakieś hobby?

Generalnie lubię podróżować i aktywnie spędzać czas. Gdy tylko będę mogła na pewno zaangażuję się w różne dyscypliny sportu, na co teraz nie mam czasu.

Jak chciałabyś widzieć siebie za pięć lat?

Jest to bardzo ciężkie pytanie, ponieważ nauczyłam się, że życie potrafi strasznie zaskakiwać, a na pewne rzeczy nie mamy kompletnie wpływu. Niestety czasami musimy się dostosować do tego, co przynosi nam życie. Coraz rzadziej wybiegam tak daleko w przyszłość. Na pewno chcę być zdrowym, szczęśliwym człowiekiem otoczonym rodziną i najbliższymi mi ludźmi. W kwestii sportu dopuszczam dwa scenariusze: pierwszy – Roża Gumienna u schyłku kariery sportowej jako spełniona zawodniczka, drugi – Róża Gumienna ciągle podnosząca swój poziom sportowy, poszukująca nowych wyzwań i celów, walcząca na całym świecie.

A teraz zakręćmy się wokół twojego mentalnego przygotowania do walk. Czy zawsze wychodzisz do pojedynku ze świadomością i głębokim przekonaniem, że jesteś lepsza, że wygrasz?

Z mentalnym przygotowaniem czasami mam problemy, choć z walki na walkę jest coraz lepiej. Wydaje mi się, że jest to kwestia nabierania pewności w swoje możliwości. Dlatego chciałabym walczyć stosunkowo często. Na razie staram się łączyć walki zawodowe z amatorskimi, a więc trenuje praktycznie cały rok. Często doprowadzam swój organizm do granic możliwości i dopadają mnie różne infekcje. Co zaburza moje przygotowania mentalne i wprowadza niepotrzebny stres.
Do walki wychodzę z myślą, że ciężko przepracowałam cykl przygotowawczy, zrobiłam wszystko, co w mojej mocy i teraz po prostu chce to zweryfikować, a wygra oczywiście lepsza. Korzystam z autosugestii, powtarzam sobie: „To jest Twoja chwila, kochasz to i za ciężko trenowałaś, żeby teraz nawalić i popełniać głupie błędy. ”

Czujesz się w życiu jak mistrz?

Nie, mistrzem się jest w jednej krótkiej chwili, a całe życie jest dużo bardziej skomplikowane. Do mistrzostwa, mojego wymarzonego ideału wiele mi brakuje i doskonale pamiętam o tym każdego dnia. Ta świadomość motywuje mnie do ciężkiej pracy.

Masz kogoś z kim chciałabyś się w niedługim czasie zmierzyć lub wyrównać rachunki?

Chce podnosić swoje sportowe kwalifikacje i mierzyć się z najlepszymi na świecie. Choć obecnie walka z tegorocznych Mistrzostw Świata mocno siedzi mi w głowie – tak, że bardzo chciałabym zawalczyć zawodowo z reprezentantką Serbii, aktualną Mistrzynią Świata K1 WAKO, Teodorą Manic.

W sporcie osiągnęłaś wiele. Pewnie nie czujesz się do końca spełniona, ale nie o to chce zapytać, bo poza sportem jest także życie prywatne. Jesteś młodą zawodniczką, ale jesteś także kobietą. Czy pojawia się czasem u Ciebie tęsknota, za normalnym życiem? Bez pogoni za sukcesem? Takim życiem, gdzie nie musisz myśleć o sportowej walce?

Oczywiście, że pojawia się tęsknota za normalnym życiem, gdzie mogłabym się częściej widywać z najbliższymi, przyjaciółmi, spontanicznie wyjeżdżać. Najgorszy był moment, gdy nie wiedziałam, na jakim tak naprawdę etapie jest moja kariera zawodowa i czy kontynuowanie jej ma sens. W tej chwili wiem, że chce trenować i walczyć jeszcze przez kilka lat. Są organizacje, które dają mi tę możliwość. Ogromną szansę otrzymałam od FEN i nie zamierzam tego zmarnować ani zawieść organizatorów. Powstają nowe możliwości walk dla kobiet, chociażby LFN. To wszystko buduje i przełamuje tęsknotę. Wokół mnie są ludzie, którzy mnie wspierają i starają się dopasować do mojego rytmu życia. Mam nadzieję, że mają jeszcze odrobinę cierpliwości i poczekają aż się uspokoję i zwolnię.

A więc chciałabym Ci życzyć spełnienia zarówno w życiu fighterskim jak i prywatnym. Jeśli chcesz możesz dodać na koniec coś od siebie.

Dziękuje bardzo. Korzystając z okazji, chciałabym podziękować i pozdrowić osoby, które pomagają mi w spełnianiu moich sportowych marzeń: moim najbliższym (którzy zawsze są przy mnie), trenerowi Januszowi Janowskiemu, klubowi Puncher Wrocław, Firmie BM Kobylin, Fight Exclusive Night, Extreme Hobby, Ladies Fight Night i Tobie również Iwona dziękuję za rozmowę.

Dzięki. Pozdrawiam serdecznie i czekam na Twoje kolejne walki. Powodzenia.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*