Tomasz Makowski zwycięża w pojedynku z Pavelem Magureanu na gali Explosion Fight Night – relacja z gali

Autor: Marek Grzelka

Sobotnia gala w Senftenbergu dostarczyła kibicom dużo sportowych emocji. Ok. 1500 osób kibicowało bokserom, kickbokserom i zawodnikom mma przez kilka godzin. Nas najbardziej interesowała walka Tomka Makowskiego, ale też tych polskich zawodników, których znamy z ringów MFC.

W ringu stanęli znani nam z gal MFC: Michał Michalak i Sławek Przypis ze świebodzińskiego Żytkiewicz Team, Marcin Bodnar z zielonogórskiego Fight Clubu i Tomek Makowski z Maku Gym. Michał Szmajda ostatecznie nie wystąpił na tej gali. Jak tłumaczył, nie starczyło mu czasu na wyleczenie infekcji i kompletne przygotowanie się do walki.

Michał Michalak otworzył cykl walk kickbokserskich. Jego rywalem był lokalny fighter Theo Weiland. Zawodnik Żytkiewicz Team przegrał, w drugiej rundzie otrzymał soczysty lewy na wątrobę i nie był w stanie kontynuować walki.

Marcin Bodnar walczył z kolejnym Niemcem, Kaiem Durakiem. Dał fajną, mądrą, przemyślaną walkę. Punktował, dobrze się bronił, może nie osiągnął jakiejś wielkiej dominacji nad rywalem, ale wydawało się, że zwycięstwo Polaka jest bezdyskusyjne. Sędziowie orzekli jednak zwycięstwo zawodnika gospodarzy.

Już na ważeniu było wiadomo, że Makowskiego czeka naprawdę wymagający pojedynek. Niemiec o korzeniach bodajże rumuńskich, Pawel Magureanu, był od Tomka wyraźnie wyższy, z większym zasięgiem. Jednak w walce to Tomek Makowski był bardziej wszechstronny, narzucił rywalowi swój styl i rozdawał w niej karty.

Niemiec zbierał ostrzeżenia za faule i ostatecznie odebrano mu punkty. – Warunki fizyczne rywala mega, nie było jak go dojść. Po jego kolanach byłem zamroczony przez pawie dwie rundy. Na dziś myślę, że chyba kość policzkowa jest pęknięta – mówił po walce Tomek. Ostatecznie bo bardzo nieczystym pojedynku Tomasz Makowski zwyciężył na punkty.

W walce wieczoru, najważniejszym starciu walkę o pas stoczył Sławek Przypis ze Świebodzina, doskonale znany z ringów MFC. Jego rywalem było lokalne bożyszcze Mario Schulze. Przypis, który na gali bronił mistrzowskiego pasa uległ rywalowi na punkty. Jak sam powiedział:

[quote]Niemiec od 4 rundy walczył o przetrwanie i pomimo upomnień sędziego za ciągły klincz i obejmowanie mnie dwie ostatnie rundy były rozpaczliwą wolą Schulza o dotrwanie do końca pojedynku. [/quote]

Marek Grzelka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*