Walka w K-1, czy na zasadach K-1? – Historia organizacji K-1

Artykuł pojawił się w FightExpert Magazine nr 2.

Ernesto Hoost, Remy Bonjasky, Peter Aerts czy Semmy Schilt – to tylko niektóre nazwiska mistrzów K-1. Czym właściwie jest K-1? Czym pierwotnie było i czym teraz jest to, co stało się najpopularniejszą obecnie odmianąkickboxingu? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto cofnąć się o kilkadziesiąt lat.

Historia kickboxingu, takiego, jaki znamy z dzisiejszych czasów, sięga lat 50, 60 i 70 dwudziestego wieku. Co ciekawe, sport ten rozwijał się niemalże równolegle na dwóch kontynentach. Zarówno w Ameryce Północnej, jak i w Azji ewoluował on bezpośrednio z karate.

W Japonii powstał jako odpowiedź na umiejętności zawodników Muaythai. Japończycy, chcąc rywalizować z tajskimi zawodnikami w międzypaństwowych meczach, musieli rozwinąć zakres technik ich rodzimego stylu walki. W latach 50-tych mało kto wyobrażał sobie pełen kontakt w walkach na zasadach tradycyjnego karate. Prekursorem japońskiego kickboxingu, który połączył to, co najlepsze w karate i Muaythai był Tatsuo Yamada. Pierwsza japońska organizacja kickboxingu powstała w 1966 roku i w tym też roku po raz pierwszy rozegrano oficjalne zawody w nowopowstałej dyscyplinie.

kenwa-mabuni

Z kolei w Ameryce Północnej kickboxing ewoluował z fullcontactowej odmiany karate i do 1967 roku, z powodu braku regulacji i regulaminów często nie można było odróżnić tych dwóch dyscyplin. Zawody kickbokserskie rozgrywano według różnych zasad, pomijając nawet kategorie wagowe. Zdarzały się też zawody, w których walczono tak długo, aż na ringu został tylko jeden zawodnik. Turnieje rozgrywano już do 1962 roku; brakowało jednak organizacji tworzących zasady rywalizacji i czuwających nad ich przestrzeganiem. Dopiero w 1974 roku powstał PKA (Professional Karate Association), a dwa lata później WKA (World Kickboxing Association). Zaistnienie tych dwóch związków sportowych pozwoliło uregulować zasady karate i kickboxingu w Ameryce Północnej.

marek-piotrowski-belts

Dziś w kickboxingu rozróżniamy kilka podstawowych formuł walki, z których niektóre rozgrywane są na macie (tatami), a pozostałe w ringu. W tym artykule skupię się na formułach ringowych, pośród których wyróżniamy: Full Contact, Low Kick i K-1. W Full Contact regulamin dopuszczał kopnięcia tylko powyżej pasa, a większość zawodników była świetnymi bokserami. Jednym z najlepszych specjalistów od Full Contactu na świecie był nasz rodak Marek Piotrowski (wywiad z Markiem Piotrowskim). Naturalnym kierunkiem ewolucji tego stylu był Low Kick, w którym zezwolono dodatkowo na kopnięcia poniżej pasa (z wyjątkiem krocza). Przewagę Low Kicka (lub inaczej – International Rules) nad Full Contactem najlepiej zobrazowało starcie wspomnianego Marka Piotrowskiego z Robem Kamanem w 1992 roku. Mimo niesamowitego uporu Polak nie zdołał przyjmować kolejnych niskich kopnięć legendarnego Holendra. I choć ten, na naszym rodaku dość poważnie rozciął sobie skórę na piszczelu, to walka zakończyła się na jego korzyść w 7 rundzie. Low Kick rozwijał się i bardzo szybko zdobywał popularność, a w Japonii Kazuyoshi Ishii zainicjował coś, co na zawsze zmieniło obraz sportów walki.

Kazuyoshi Ishii organizował w Japonii zawody na wymyślonych przez siebie i ciągle rozwijanych zasadach już od 1980 roku. Były to zawody w Seidokaikan Karate. Styl, który zasadniczo bazował na Kyokushin karate, ale walki odbywały się na gołe pięści, a punktowane były jedynie knockdowny lub nokauty. Zasady Seidokaikan Karate dopuszczały też kopnięcia kolanami i uderzenia łokciami. Po 13 latach działalności, dokładnym poznaniu rynku i dyscypliny założył on organizację K-1 – całkowicie niezależną od organizacji Seidokaikan, ale ściśle z nią współpracującą.

image007

Skąd wzięła się nazwa K-1? Litera “K“ oznacza style, w jakich walczono w pierwszych turniejach K-1, czyli karate, kickboxing i kung fu. Liczba jeden ma oznaczać zebranie ich wszystkich w jednym ringu. Do 1998 roku uczestnicy K-1 World Grand Prix wybierani byli przez organizatorów i do Japonii przyjeżdżali na zaproszenie. Po 1998 roku rozpoczęto rozgrywanie turniejów eliminacyjnych (zazwyczaj 6 w roku). Organizacja swoje największe sukcesy świeciła w latach 1994-1999. Dzięki występom na Japońskich ringach na gwiazdy wykreowani zostali tacy zawodnicy jak: Masaaki Satake, Peter Aerts, Ernesto Hoost, Andy Hug, Jerome Le Banner, Musashi, Mirko Filipović, Sam Greco, Stefan Leko, czy Ray Sefo.

Overem-v-Aerts

Walki w K-1 odbywały się w ringu o standardowych wymiarach i trwały 3 trzyminutowe rundy. Ten krótki czas trwania walki był dla wielu zawodników – szczególnie tych przyzwyczajonych do Muaythai i Full Contactu – czymś zupełnie nowym. W Muaythai walczyło się zazwyczaj na dystansie 5 rund, a w zawodowym Full Contacie nawet 12. Po pierwszym turnieju K-1 WGP i przegranej walce eliminacyjnej z Ernesto Hoostem, późniejszy trzykrotny mistrz K-1 World Grand Prix, Peter Aerts wskazał właśnie krótki dystans rozgrywania walki jako przyczynę swojej porażki. Wcześniej Holender zazwyczaj przez pierwsze dwie rundy walczył zachowawczo by dobrze poznać możliwości rywala.

Zasady organizacji K-1 miały być „złotym środkiem” pomiędzy Muaythai i klasycznym kickboxingiem Full Contact. Przede wszystkim dopuszczały kopnięcia w każdej płaszczyźnie. Zawodnicy mogli kopać od głowy do uda, a także wycinać przeciwnika. Dozwolone były także wszystkie techniki bokserskie, łącznie z uderzeniem kośćmi śródręcza po obrocie, czyli popularnym „backfistem”. Od reguł Low Kick różniły się dopuszczeniem kopnięć kolanami, a także limitowanym klinczem. Te dwie rzeczy zostały oczywiście zapożyczone z Muaythai i wydają się perfekcyjnie wyważone. Aby sędzia nie rozerwał klinczu należy natychmiastowo wyprowadzić w nim atak – najczęściej właśnie kopnięcie kolanem na korpus przeciwnika. Do pewnego momentu tych kolan można było jednorazowo wyprowadzać wiele i co więcej – ściągać głowę rywala w dół przy ataku. Zabronione były tylko uderzenia łokciami i głową.

001117b

W czasach dominacji Semmiego Schilta (Holenderski zawodnik wagi superciężkiej o wzroście 217 cm) zmieniono zapis dotyczący kolan w klinczu – od tej pory dopuszczano tylko jeden atak kolanem w zwarciu i zabroniono ściągania głowy rywala. Mimo takich zmian Semmy Schilt nie przestał zwyciężać i w roku 2009 został drugim (po Ernesto Hooscie) zawodnikiem, który zdobył tytuł World Grand Prix czterokrotnie.

Turniej K-1 Grand Prix (później World Grand Prix) był pierwotnie rozgrywany jedynie w kategorii ciężkiej. Triumfatorem pierwszego z nich został Branko Cikatić z Chorwacji, który pokonał w finale przez KO Ernesto Hoosta. Na pierwszą galę K-1 Grand Prix, zorganizowaną w Tokio pod koniec 1993 roku przyszło 10 000 kibiców.

K-1 bardzo dbało o wizerunek swoich zawodników. W Japonii, kraju gdzie sportowców się kocha i czci, ludzie potrzebowali wyraźnych postaci, z którymi mogliby się utożsamiać. I tak mieliśmy Petera „Lumberjack” Aertsa, który do walki wychodził zawsze w charakterystycznym stroju kojarzącym się z drwalem. Swój przydomek wziął od niesamowitych wysokich kopnięć, jakimi często posyłał rywali na deski.

Kolejną gwiazdą, świetnie wypromowaną przez organizację był Andy Hug. Doskonale znany w Japonii ze swoich sukcesów w karate Szwajcar zyskał status supergwiazdy po tym, jak triumfował w turnieju World Grand Prix w roku 1996, a potem dwukrotnie, rok po roku, docierał do finału. Powstawały o nim filmy, miał swój program w japońskiej telewizji, a nawet swoją mangę. Andy Hug zmarł w 2000 roku z powodu białaczki. Miał 35 lat. W pogrzebie, który odbył się w Japonii, uczestniczyło ok. 12 000 osób. Do dziś jest uważany za jednego z najwspanialszych zawodników, jakich mogliśmy oglądać na ringach K-1.

c1e7a545b6a12e4ec03728fc3288b08e

W roku 2002 rozegrano pierwszy turniej w kategorii średniej (do 70 kg) pod nazwą K-1 MAX. Promocję tej kategorii wagowej organizacja opierała na osobie japońskiego zawodnika Masato, który był jednym z najlepszych „średnich” w tamtych latach. W Japonii Masato był uważany niemalże za boga. Turnieje te pozwoliły zaistnieć też innym zawodnikom, takim jak Buakaw, Giorgio Petrosyan, Artur Kyshenko czy Albert Kraus. Na finałowe gale K-1 WGP i K-1 MAXprzychodziło często około 30 000 osób, by oglądać na żywo zmagania najlepszych na świecie, zawodników w najbardziej efektownej formule walki, jaka kiedykolwiek powstała. Ale co przesądziło o tak ogromnym sukcesie walk na zasadach K-1?

Odpowiedź jest prosta: krótkie walki rozgrywane w bardzo wysokim tempie, mnogość dozwolonych akcji, efektowne kopnięcia kolanami i backfisty, a także popularność organizacji K-1. Dziś formuła ta uważana jest za najbardziej prestiżową i najtwardszą spośród odmian tego sportu. Obecnie za „najlepszą szkołę” uważa się Holandię i istniejące tam kluby. Na 19 rozegranych finałów turnieju K-1 World Grand Prix aż 15 razy koronowany był zawodnik pochodzący z Holandii.

maxresdefault (1)

Na amatorskich mistrzostwach świata i Europy WAKO (World Association of Kickboxing Organizations) to właśnie walki na zasadach K-1 (tzw. K-1 Rules) przyciągają najwięcej kibiców. Większość walk zawodowych na galach takich organizacji jak Glory, Enfusion, SUPERKOMBAT, King of Kings czy Tatneft Cup, jest rozgrywanych na zasadach, które wymyślił Kazuyoshi Ishii w roku 1993. Czasem w tych zasadach wprowadzane są drobne modyfikacje, np. Enfusion dopuszcza obalenia znane z Muaythai i nie ogranicza kopnięć kolanami w klinczu do jednego (prawdopodobnie zostanie to zmienione w 2015). Tatneft z kolei zmodyfikował sposób punktacji rund i obecnie według zasad rosyjskiej organizacji runda, w której nie było knockdownu (lub liczenia do 8, gdy zawodnik stoi) jest remisowa. Dopiero czwarta runda punktowana jest „10 do mniej”.

Organizacja K-1 ogłosiła w 2010 roku, że boryka się z problemami finansowymi. Konsekwencją tego było przejęcie jej przez EMCOM Entertainment Inc. (wraz z prawami do większości znaków handlowych) w 2012 roku. Wtedy też powstała spółka K-1 Global, która do dziś jest właścicielem praw do takich marek jak K-1 World Grand Prix czy K-1 MAX. Jednak turnieje rozgrywane od 2010 roku są zaledwie cieniem tego, co kibice otrzymywali w latach poprzednich. Powodem takiego stanu rzeczy są oczywiście pieniądze. Jednak dziedzictwo tworu Kazuyoshiego Ishii jeszcze długo będzie podstawą nowoczesnych sportów walki.

Jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z kickboxingiem nie musicie ubolewać nad faktem, że urodziliście się o kilka czy kilkanaście lat za późno, by przeżywać emocje związane z turniejami K-1 World Grand Prix. Obecnie wiele organizacji zestawia świetnych zawodników, którzy dają fantastyczne walki na zasadach K-1. Te także kiedyś przejdą do historii jak pojedynki Semmiego Schilta z Peterem Aertsem czy Remiego Bonjaskiego z Musashim.

Łukasz Czarnowski

FightExpert Magazine nr 2

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

*